Trzy rzeczy, które rozstrzygają
- Trening mięśni wdechowych działa, ale jako dodatek: dwie serie po trzydzieści oddechów dziennie przez cztery do sześciu tygodni podnoszą siłę mięśni wdechowych, a w próbach czasowych dają kilka procent, nie kilkanaście. Największą korzyść mają osoby najmniej wytrenowane i starty trwające ponad godzinę.
- Wielkość poprawy zależy od tego, czym się ją mierzy. Testy o stałym obciążeniu pokazują kilkanaście procent, klasyczny test przyrostowy nie pokazuje nic, a próba czasowa — czyli jedyna rzecz podobna do zawodów — pokazuje wyraźnie mniej niż testy laboratoryjne.
- Maska treningowa nie symuluje wysokości: po sześciu tygodniach nie zmienia hemoglobiny ani hematokrytu, a w badaniu z maską pozorowaną skraca czas do odmowy i podnosi odczucie duszności. Utrudnia oddychanie i tyle — mięśnie wdechowe trenuje się taniej i dokładniej urządzeniem z oporem, poza bieganiem.
Dwie różne rzeczy sprzedawane pod jednym hasłem
Trening mięśni wdechowych urządzeniem z regulowanym oporem ma zmierzone efekty, a maski treningowe reklamowane jako „symulacja wysokości” nią nie są i w kontrolowanych badaniach pogarszają wynik testu, a nie poprawiają. To są dwie różne rzeczy, sprzedawane pod jednym hasłem „trening oddechowy”, i cały ten tekst polega na ich rozdzieleniu.
Od razu granica, żeby nie było nieporozumienia: to nie jest tekst o rytmie oddechu ani o tym, czy oddychać nosem, czy ustami. Rytm dopasowany do kroków i test mowy opisaliśmy w tekście o tym, jak biegać bez zadyszki, a nos kontra usta rozstrzygnęliśmy osobno, przy oddychaniu nosem czy ustami. Tu chodzi wyłącznie o to, czy trening samych mięśni oddechowych — poza bieganiem, przy stole, urządzeniem — cokolwiek daje.
Kiedy to nie jest sprawa treningu oddechowego
Duszność, która nie zachowuje się jak zadyszka, nie jest tematem do rozwiązania ćwiczeniami. Umów wizytę u lekarza, jeśli:
- kaszel, świsty albo ucisk w klatce pojawiają się dopiero kilkanaście minut po zakończeniu biegu i ciągną się kwadrans lub dłużej
- duszność przychodzi przy wysiłku, który jeszcze miesiąc temu był łatwy, i nie tłumaczy jej zmęczenie ani infekcja
- budzisz się w nocy z brakiem tchu albo musisz spać na wyższej poduszce, żeby oddychać
- oddechowi towarzyszy ból w klatce, kołatanie serca, zasłabnięcie albo krwioplucie
- wysiłkowa duszność pojawiła się po infekcji i nie mija po kilku tygodniach. Zadzwoń pod 112, jeśli duszność jest nagła, narastająca i towarzyszy jej ból w klatce, zimny pot albo zasinienie warg. Trening mięśni oddechowych nie jest leczeniem żadnego z tych stanów i nie zastępuje diagnostyki.
Osobna sprawa jest z astmą wysiłkową. Objawy powysiłkowego skurczu oskrzeli bywają brane za słabą kondycję, a to jest rozpoznanie stawiane badaniem, nie na oko — opisaliśmy to w całości przy bieganiu z astmą wysiłkową. Nie doradzamy tutaj w sprawie leczenia i nie sugerujemy, że jakiekolwiek ćwiczenie oddechowe je zastępuje.
Co dokładnie robi trening mięśni wdechowych
Przepona i mięśnie międzyżebrowe to mięśnie szkieletowe. Męczą się jak każde inne i tak samo jak każde inne odpowiadają na obciążenie. Urządzenie do treningu wdechowego jest w istocie zaworem: nabierasz przez nie powietrza, a ono stawia opór, który da się ustawić.
Protokół w badaniach wygląda niemal zawsze tak samo — dwie serie po 30 oddechów dziennie, przy oporze dobranym tak, żeby trzydziesty oddech był ostatnim możliwym, przez cztery do sześciu tygodni [4]. To wszystko. Nie ma w tym żadnej techniki, żadnej pozycji ciała ani żadnego rytmu; jest ciężar i liczba powtórzeń, dokładnie jak na siłowni.
Efekt na samych mięśniach jest mierzalny i powtarzalny. W badaniu na 25 zdrowych, aktywnych mężczyznach — dwunastu ćwiczyło naprawdę, trzynastu miało trening pozorowany — pięć tygodni takiego treningu podniosło maksymalne ciśnienie wdechowe ze 138 do 160 cmH₂O, podczas gdy w grupie z treningiem pozorowanym nie zmieniło się nic [4]. Mięśnie wdechowe da się więc wzmocnić i nikt tego nie kwestionuje.
Pytanie brzmi, co z tego wynika na trasie.
Ile z tego widać na mecie — i dlaczego liczba zależy od testu
Tu zaczyna się jedyna część tego tematu, którą warto przeczytać uważnie. Ta sama interwencja daje zupełnie inne liczby w zależności od tego, jak zmierzysz efekt.
Metaanaliza obejmująca 46 oryginalnych badań nad treningiem mięśni oddechowych u zdrowych osób rozłożyła to na czynniki [1]:
| Sposób pomiaru efektu | Co pokazuje po treningu mięśni oddechowych |
|---|---|
| test o stałym obciążeniu (czas do odmowy) | poprawa o 16%, przedział ufności 10,2–22,9% |
| przerywany test przyrostowy | poprawa o 18,5%, przedział ufności 10,8–26,3% |
| próba czasowa na dystansie | poprawa wykrywalna, ale co do wielkości nie różni się od klasycznego testu przyrostowego (p = 0,29) — czyli znacznie mniej niż w dwóch wierszach wyżej |
| klasyczny test przyrostowy do odmowy | w metaanalizie badań kontrolowanych nie wykrył istotnej poprawy |
Te szesnaście i osiemnaście procent to nie jest osiemnaście procent szybszego biegu. To osiemnaście procent dłuższego czasu utrzymania stałego, wysokiego obciążenia — wielkość, która w laboratorium rośnie łatwo, bo zależy głównie od tolerancji dyskomfortu. Liczba, która obchodzi biegacza, pochodzi z prób czasowych, i jest kilka razy mniejsza.
Najlepsze dane z prób czasowych pochodzą z badania na szesnastu wytrenowanych kolarzach, prowadzonego podwójnie ślepo i z grupą placebo. Po sześciu tygodniach treningu wdechowego grupa ćwicząca przejechała 20 km o 3,8% szybciej, a 40 km o 4,6% szybciej niż grupa placebo — obie liczby są różnicą między grupami, a nie poprawą w samej grupie ćwiczącej. Spadło też odczucie wysiłku: oddechowego o 16%, a mięśniowego o 18% — również wobec placebo [3].
Jedno zastrzeżenie do tej pracy, bo dotyczy liczb, które krążą po sieci w oderwaniu od kontekstu. Obok procentów autorzy podają tę samą przewagę w sekundach: 66 s na dwudziestce i 115 s na czterdziestce. Te dwie pary nie dają się pogodzić z jednym czasem bazowym — 66 sekund przy 3,8% oznaczałoby przejazd 20 km w niecałe 29 minut, a 115 sekund przy 4,6% przejazd 40 km w niecałe 42 minuty, czyli tempo, którego nie jedzie nikt. Dlatego posługujemy się tutaj wyłącznie procentami: to one są wnioskiem pracy, to one wchodzą do metaanaliz i tylko one przeliczają się na cokolwiek u czytelnika.
Gdyby ta sama poprawa procentowa przeniosła się na bieganie — czego nikt nie wykazał, bo to były rowery, inna grupa mięśniowa i inna pozycja ciała — wyglądałaby tak:
| Twój obecny czas na 10 km | Przy poprawie o 3,8% | Przy poprawie o 4,6% | Ile to sekund w najlepszym wariancie |
|---|---|---|---|
| 45:00 | 43:17 | 42:56 | 124 s |
| 50:00 | 48:06 | 47:42 | 138 s |
| 55:00 | 52:55 | 52:28 | 152 s |
| 60:00 | 57:43 | 57:14 | 166 s |
Traktuj tę tabelę jako skalę wielkości, a nie jako obietnicę. Dwie–trzy minuty na dziesiątce to dużo jak na sprzęt za dwie stówy i cztery tygodnie dmuchania przy stole — i jednocześnie mniej, niż da przestawienie tygodnia treningowego, jeśli w tym tygodniu jest błąd.
U kogo to działa najmocniej
Metaanaliza [1] wskazuje dwie rzeczy, które przewidują wielkość efektu, i obie są kontrintuicyjne dla osoby, która chce kupić urządzenie po to, żeby ścigać się szybciej:
- Im gorzej wytrenowany biegacz, tym większa poprawa. Zależność wyszła na 6,0% na każde 10 ml/kg/min niższego pułapu tlenowego, choć z bardzo szerokim przedziałem ufności (1,8–10,2%). Czyli największą korzyść ma ten, kto najmniej biega — a taka osoba dostanie jeszcze więcej z samego dołożenia biegania.
- Im dłuższy wysiłek, tym większa poprawa — o 0,4% na każdą minutę trwania testu. Na maratonie jest więc czego szukać, na piątce znacznie mniej.
Rodzaj sportu nie miał znaczenia: bieganie, kolarstwo, wioślarstwo i pływanie dawały porównywalne wyniki [1].
Czego trening mięśni wdechowych nie robi
Trzy rzeczy, których nie zmienia, i warto je znać, zanim ktoś obieca coś przeciwnego:
- Nie podnosi pułapu tlenowego. Wąskim gardłem u zdrowego biegacza jest transport i wykorzystanie tlenu, a nie zdolność do nabrania powietrza. Co pułap podnosi naprawdę i o ile — rozłożyliśmy w tekście o poprawie wydolności organizmu, a własny wynik można oszacować kalkulatorem VO2max.
- Nie poprawia spirometrii. Pojemność życiowa i FEV₁ nie są kwestią siły mięśni oddechowych u osoby zdrowej i po treningu wdechowym nie ruszają się.
- Nie wiadomo dokładnie, dlaczego działa tam, gdzie działa. Badanie z 2017 roku sprawdziło najbardziej oczywistą hipotezę — że po treningu maleje napęd oddechowy. Duszność w grupie ćwiczącej spadła z 7,6 do 6,8 w skali Borga, ale aktywność elektryczna przepony i mięśni pomocniczych nie zmieniła się wcale, a różnica między grupą ćwiczącą a pozorowaną nie osiągnęła istotności statystycznej [4]. Autorzy kończą wnioskiem, że poprawy odczucia duszności nie da się wytłumaczyć zmianą aktywności mięśni wdechowych. To jest uczciwy stan wiedzy: efekt bywa mierzalny, mechanizm nie jest rozstrzygnięty.
Co zostaje po odstawieniu
To pytanie zadaje się za rzadko, a ma najlepszą odpowiedź w całym temacie. W badaniu, w którym 24 osoby trenowały mięśnie wdechowe przez dziewięć tygodni, a potem zostały podzielone na grupę odstawiającą i grupę podtrzymującą, zredukowanie częstości treningu o dwie trzecie — do dwóch dni w tygodniu — utrzymało zdobyte parametry przez kolejne 18 tygodni. W grupie, która odstawiła całkowicie, funkcja mięśni wdechowych spadła po dziewięciu tygodniach, potem się ustabilizowała i pozostała powyżej wartości sprzed treningu [2].
Wniosek praktyczny: to nie jest kuracja, którą się „robi” i ma z głowy, ale też nie jest rzecz, którą trzeba ciągnąć codziennie do końca życia. Cztery do sześciu tygodni budowania, potem dwa razy w tygodniu podtrzymania.
Drugi wniosek z tego samego badania jest ciekawszy: efekt jest specyficzny do tego, co się trenowało. Trening przeciwko dużemu oporowi i małemu przepływowi podnosił głównie ciśnienie, trening przeciwko małemu oporowi i dużemu przepływowi podnosił głównie przepływ, a ustawienie pośrednie dawało najwyższy przyrost mocy mięśni wdechowych — o 64% [2]. Ustawienia urządzenia nie są więc kosmetyką.

Maski treningowe: co one naprawdę robią
Maska z regulowanymi zaworami sprzedawana jest hasłem „symulacja wysokości” i ustawieniami opisanymi w stopach nad poziomem morza. To jest fikcja i została zmierzona.
Marzec, sklep biegowy, dwieście złotych
Ktoś przygotowuje się do pierwszego półmaratonu, biega cztery razy w tygodniu i czuje, że na ostatnich kilometrach „brakuje powietrza”. Kupuje maskę, bo sprzedawca mówi o wysokości, a znajomy pokazał film, na którym zawodnik MMA sapie w niej na bieżni. Przez sześć tygodni biega w masce dwa razy w tygodniu. Na starcie w maju jest o dwie minuty szybszy — bo przez te sześć tygodni przebiegł też trzysta kilometrów, zrobił dwa długie wybiegania i przespał kilka nocy więcej. Masce przypisze wszystko, a maska nie zrobiła nic z tego, co miała zrobić.
| Co obiecuje opis produktu | Co wyszło w pomiarach |
|---|---|
| symulacja treningu na wysokości | po sześciu tygodniach treningu w masce brak jakichkolwiek zmian hemoglobiny i hematokrytu; autorzy piszą wprost, że maska nie symuluje wysokości [5] |
| wyższy pułap tlenowy | pułap wzrósł w obu grupach po tym samym treningu interwałowym — 16,5% z maską i 13,5% bez niej — a różnica między grupami nie była istotna [5] |
| „silniejsze płuca” | spirometria i maksymalne ciśnienie wdechowe bez zmian [5] |
| „trudniej, więc skuteczniej” | w badaniu z pozorowaną maską czas do odmowy skrócił się, duszność wzrosła, a im większy był wzrost duszności, tym krótszy czas [6] |
Ostatni wiersz jest najmocniejszy metodologicznie, bo to jedyne z tych badań, w którym uczestnikom wmówiono warunki: w grupie pozorowanej dostali informację, że oddychają powietrzem odpowiadającym „9000 stopom”, a oddychali zwykłym powietrzem z pokoju. Maska skróciła czas do odmowy, podniosła duszność i zwiększyła aktywność elektryczną przepony oraz ciśnienie przezprzeponowe na każdym etapie testu — ale nie wywołała zmęczenia mięśni oddechowych [6]. Robi więc dokładnie jedno: utrudnia oddychanie i podnosi odczucie duszności.
Uczciwie o drugiej stronie: w tym samym badaniu, które obaliło wysokość, tylko grupa z maską poprawiła próg wentylacyjny (o 13,9%) i moc na tym progu (o 19,3%) [5]. Różnice między grupami nie osiągnęły istotności statystycznej, więc nie jest to dowód — ale jest to powód, dla którego autorzy nazywają maskę „urządzeniem do treningu mięśni oddechowych, a nie symulatorem wysokości”. Jeśli więc ktoś chce trenować mięśnie wdechowe, robi to taniej, dokładniej i bez pogarszania jakości biegu urządzeniem z regulowanym oporem, przy stole.
Czym się różni maska od prawdziwej wysokości i co realnie zmienia się w organizmie w górach — to osobny temat i opisujemy go przy bieganiu na wysokości. Tutaj wystarczy jedno zdanie: maska ogranicza przepływ powietrza, a wysokość obniża ciśnienie parcjalne tlenu. To nie jest ta sama rzecz w słabszej wersji, tylko inna rzecz.
Oddech przeponowy — co realnie daje, a czego nie naprawi
Ćwiczenie przeponowe nie jest tym samym co trening z oporem: nie ma w nim obciążenia, więc nie buduje siły mięśnia. Zmienia wzorzec — uczy nabierać powietrza dolną częścią klatki, a nie barkami. Skutek jest jeden i konkretny: więcej powietrza na jeden wdech, czyli mniej oddechów na minutę przy tym samym zapotrzebowaniu.
Czego nie naprawi: za szybkiego startu. Jeśli po trzystu metrach dyszysz, to nie dlatego, że przepona jest słaba, tylko dlatego, że biegniesz szybciej, niż zamierzałeś. Ćwiczenie przeponowe rozpisane na czternaście dni mamy w tekście o bieganiu bez zadyszki — nie powtarzam go tutaj, bo to ten sam materiał.
Kolejność: co wyczerpać, zanim kupisz urządzenie
Trening mięśni wdechowych jest dodatkiem, i mówią to nawet autorzy prac, które go bronią. Jest tanim dodatkiem i bezpiecznym, ale wchodzi na koniec listy, a nie na początek. Kolejność wygląda tak:
- Objętość spokojnego biegania. Największy skok formy u amatora bierze się stąd i z niczego innego. Jak wyznaczyć tę intensywność bez zgadywania — opisaliśmy przy treningu w strefie 2.
- Regularność. Trzy biegi tygodniowo przez pół roku biją cztery biegi przez sześć tygodni i przerwę.
- Praca nad progiem. To ta część wydolności, która u amatora rośnie najbardziej — szczegóły w tekście o poprawie wydolności.
- Sen, żelazo, waga startowa. Wszystkie trzy dają więcej niż jakiekolwiek urządzenie i wszystkie trzy są darmowe.
- Dopiero tutaj trening mięśni wdechowych — jeśli startujesz na dystansach powyżej godziny, masz uporządkowane cztery punkty wyżej i cztery do sześciu tygodni bez ważnego startu.
Najczęstszy błąd: kupowanie oddechu zamiast go trenować bieganiem
Prawie każdy, kto kupuje sprzęt oddechowy, robi to z tego samego powodu: na ostatnich kilometrach „brakuje powietrza”, więc problemem musi być powietrze. Prawie nigdy nim nie jest. Odczucie duszności rośnie, bo rośnie wysiłek, i spada, gdy rośnie wytrenowanie — a nie odwrotnie.
Drugi wariant tego samego błędu jest droższy: kupowanie maski dlatego, że jest trudniej. Trudniej nie znaczy skuteczniej. W badaniach z pozorowaną maską trudniej znaczyło dokładnie tyle, że badani kończyli test wcześniej [6]. Bieganie w masce zmniejsza jakość treningu, który w tym czasie wykonujesz — a to jest cena płacona każdą sesją, nie raz przy kasie.
Trzy rzeczy do zrobienia w tym miesiącu
- Sprawdź, czy Twoje ograniczenie jest oddechowe. Jeśli duszność przychodzi razem z ciężkimi nogami i rosnącym tętnem, to nie jest oddech, tylko intensywność.
- Jeśli startujesz na dystansach powyżej godziny, rozważ cztery do sześciu tygodni treningu wdechowego w okresie bez ważnych startów — dwie serie po 30 oddechów dziennie [4].
- Zaplanuj podtrzymanie od razu. Dwa dni w tygodniu wystarczają, żeby utrzymać efekt; po pełnym odstawieniu spadek był widoczny po dziewięciu tygodniach [2].

Ten tekst ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady lekarskiej. Zasady, według których powstają u nas treści dotyczące zdrowia, opisujemy w polityce redakcyjnej.
Źródła
- Illi SK, Held U, Frank I, Spengler CM. Effect of respiratory muscle training on exercise performance in healthy individuals: a systematic review and meta-analysis. Sports Medicine, 2012, tom 42, s. 707–724. https://doi.org/10.1007/BF03262290
- Romer LM, McConnell AK. Specificity and reversibility of inspiratory muscle training. Medicine and Science in Sports and Exercise, 2003, tom 35, s. 237–244. https://doi.org/10.1249/01.MSS.0000048642.58419.1E
- Romer LM, McConnell AK, Jones DA. Effects of inspiratory muscle training on time-trial performance in trained cyclists. Journal of Sports Sciences, 2002, tom 20, s. 547–562. https://doi.org/10.1080/026404102760000053
- Ramsook AH, Molgat-Seon Y, Schaeffer MR, Wilkie SS, Camp PG, Reid WD, Romer LM, Guenette JA. Effects of inspiratory muscle training on respiratory muscle electromyography and dyspnea during exercise in healthy men. Journal of Applied Physiology, 2017, tom 122, s. 1267–1275. https://doi.org/10.1152/japplphysiol.00046.2017
- Porcari JP, Probst L, Forrester K, Doberstein S, Foster C, Cress ML, Schmidt K. Effect of Wearing the Elevation Training Mask on Aerobic Capacity, Lung Function, and Hematological Variables. Journal of Sports Science and Medicine, 2016, tom 15, s. 379–386. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4879455/
- Boyle KG, Napoleone G, Ramsook AH, Mitchell RA, Guenette JA. Effects of the Elevation Training Mask 2.0 on dyspnea and respiratory muscle mechanics, electromyography, and fatigue during exhaustive cycling in healthy humans. Journal of Science and Medicine in Sport, 2022, tom 25, s. 167–172. https://doi.org/10.1016/j.jsams.2021.08.022
Lista źródeł sprawdzona we wrześniu 2026.
Najczęstsze pytania
Czy urządzenie do treningu mięśni wdechowych ma sens u amatora?
Ma, ale jako dodatek i na końcu listy. Metaanaliza 46 badań pokazała, że im niższy pułap tlenowy, tym większa poprawa po treningu mięśni oddechowych, i że efekt rośnie wraz z długością wysiłku — o 0,4% na każdą minutę trwania testu. Amator startujący na dystansach powyżej godziny ma więc czego szukać. Haczyk polega na tym, że ta sama osoba dostanie jeszcze więcej z dołożenia spokojnych kilometrów, z regularności i ze snu, a to nic nie kosztuje. Sensowna kolejność to: najpierw objętość i regularność, potem praca nad progiem, a urządzenie dopiero wtedy, gdy te rzeczy są poukładane i masz cztery do sześciu tygodni bez ważnego startu.
Co realnie robi maska treningowa podczas biegania?
Ogranicza przepływ powietrza i podnosi odczucie duszności — i na tym kończy się lista rzeczy, które udało się jej przypisać. Po sześciu tygodniach treningu w masce hemoglobina i hematokryt nie zmieniły się wcale, spirometria i maksymalne ciśnienie wdechowe też nie, a pułap tlenowy wzrósł tak samo w grupie z maską i bez niej. W badaniu z maską pozorowaną, gdzie części uczestników wmówiono warunki wysokościowe, prawdziwa maska skróciła czas do odmowy i podniosła duszność, przy czym im większy był wzrost duszności, tym krótszy czas. Autorzy jednej z tych prac nazywają maskę urządzeniem do treningu mięśni oddechowych, a nie symulatorem wysokości — a jeśli o to chodzi, tańsze i dokładniejsze jest urządzenie z regulowanym oporem, używane poza bieganiem.
Ile trwa protokół treningu mięśni wdechowych i co zostaje po jego odstawieniu?
W badaniach budowanie trwa cztery do sześciu tygodni i wygląda tak samo: dwie serie po trzydzieści oddechów dziennie, przy oporze dobranym tak, żeby trzydziesty oddech był ostatnim możliwym. Po zakończeniu efekt nie znika z dnia na dzień, ale też sam się nie utrzyma. W badaniu, w którym po dziewięciu tygodniach treningu jedna grupa odstawiła wszystko, a druga zeszła do dwóch dni w tygodniu, grupa podtrzymująca zachowała zdobyte parametry przez kolejne osiemnaście tygodni, a grupa odstawiająca zanotowała spadek po dziewięciu tygodniach, choć nadal powyżej stanu sprzed treningu. Praktycznie: zaplanuj podtrzymanie razem z protokołem, a nie po fakcie.
Czy ćwiczenia oddechowe podniosą mi pułap tlenowy?
Nie. U zdrowej osoby ograniczeniem jest transport i wykorzystanie tlenu, a nie zdolność nabrania powietrza, więc trening samych mięśni oddechowych nie rusza ani pułapu, ani spirometrii. W badaniu, w którym pięć tygodni treningu podniosło maksymalne ciśnienie wdechowe ze 138 do 160 cmH₂O, pojemności płuc nie zmieniły się wcale. Co się zmienia, to odczucie duszności przy tym samym wysiłku — i tu jest uczciwe zastrzeżenie: w tym samym badaniu aktywność elektryczna przepony nie drgnęła, a różnica wobec grupy z treningiem pozorowanym nie osiągnęła istotności statystycznej. Mechanizm nie jest rozstrzygnięty.
Od czego zacząć, jeśli oddech wydaje mi się ograniczeniem na dłuższych biegach?
Od sprawdzenia, czy to naprawdę oddech. Jeśli duszność narasta razem z ciężkimi nogami i rosnącym tętnem, ograniczeniem jest intensywność, a nie wentylacja — i rozwiązaniem jest wolniejszy początek, nie sprzęt. Jeśli jednak kaszel, świsty albo ucisk w klatce pojawiają się kilkanaście minut po zakończeniu biegu i ciągną się kwadrans lub dłużej, to nie jest temat treningowy i wymaga badania u lekarza, bo tak zachowuje się powysiłkowy skurcz oskrzeli. Dopiero gdy oba te tropy odpadną, warto rozważyć trening mięśni wdechowych, i to głównie przy startach dłuższych niż godzina.