Trzy rzeczy, które rozstrzygają
- Pytanie nie brzmi, co jest tańsze, bo marsz idący własnym optymalnym tempem jest tańszy zawsze — na każdym nachyleniu, łącznie z płaskim. Progi nachylenia krążące w opisach biegów górskich mówią o czymś innym: powyżej nich marsz jest tańszy nawet wtedy, gdy musi dowieźć tę samą prędkość pionową co bieg. Pytanie brzmi, czy marsz jeszcze nadąża za prędkością pionową, którą chcesz utrzymać. Jeśli nadąża, bieg pod górę kupuje zero metrów przewagi.
- Sufit marszu spada między pięcioma a piętnastoma stopniami z 6,4 do 5,3 km/h, ale odpowiadająca mu prędkość pionowa rośnie z 558 do 1370 metrów na godzinę. Dlatego im stromiej, tym trudniej biegowi cokolwiek dowieźć — na piętnastu stopniach trzeba by wchodzić prawie dwa razy szybciej, niż wchodzi typowy amator.
- Próg jest Twój, nie uniwersalny: wynika z Twojej realnej prędkości pionowej, a ta spada z każdą godziną biegu, z każdym kilogramem w plecaku i na każdym podłożu, które ucieka spod nogi. Zmierzysz ją na jednym znanym podejściu w kilkanaście minut.
Marsz wygrywa wtedy, gdy dowozi Twoją prędkość pionową
Przechodź do marszu wtedy, gdy marsz dowozi prędkość pionową, którą i tak byłbyś w stanie utrzymać — a nie wtedy, gdy zabraknie Ci tchu. Dla biegacza wchodzącego 700 metrów wysokości na godzinę ta granica wypada w okolicach 11% nachylenia, czyli 6,4 stopnia; dla zawodnika wchodzącego 1260 metrów na godzinę — dopiero powyżej 23%. To dlatego ten sam stok jednym każe maszerować, a innym nie, i dlatego przepisywanie cudzego progu nie działa.
Ten tekst jest o arytmetyce decyzji, nie o kroku. Jak biegnie się i maszeruje pod górę — pochylenie, praca ramion, kadencja — rozłożyliśmy przy technice podbiegów i zbiegów. Co się zmienia, gdy do nachylenia dołoży się rozrzedzone powietrze, opisujemy przy bieganiu na wysokości.
Pierwsze nieporozumienie: co dokładnie znaczy „tańszy”
Zdanie „powyżej pewnego nachylenia marsz robi się tańszy od biegu” krąży po forach jako oczywistość, a jest skrótem sklejonym z dwóch różnych pomiarów — i dlatego myli. Rozdzielmy je, bo obydwa są prawdziwe.
Kiedy każda z gałęzi ruchu idzie własnym optymalnym tempem, marsz jest tańszy na każdym nachyleniu, łącznie z płaskim. Z pomiarów kosztu energetycznego lokomocji wynika, że metr trasy pokonany marszem w optymalnym tempie kosztuje mniej niż ten sam metr pokonany biegiem — po płaskim różnica jest największa, a wraz z nachyleniem topnieje, aż na bardzo stromych podejściach robi się kilkuprocentowa [1].
Kiedy obu gałęziom narzucić tę samą prędkość pionową, obraz jest inny i to z niego biorą się krążące progi. W pomiarze przy stałej prędkości pionowej 0,35 metra na sekundę bieg nie był droższy od marszu na najłagodniejszym badanym nachyleniu — 9,4 stopnia, czyli 16,6 procent — a od 15,8 stopnia (28,3 procent) w górę marsz wygrywał już na każdym kącie [3]. Stąd bierze się pasmo 16,6–28,3 procent, które podajemy przy przewyższeniach i płaskich kilometrach. Nie jest to nachylenie, przy którym marsz „robi się” tańszy — tylko takie, powyżej którego marsz jest tańszy nawet wtedy, gdy musi dowieźć tę samą prędkość pionową co bieg. Na łagodniejszych stokach dopłacasz za bieg dlatego, że marsz nie nadąża, a nie dlatego, że bieg jest z natury droższy przy tej samej pracy.
Skoro marsz jest zawsze tańszy, to po co w ogóle biegamy? Bo marsz ma sufit prędkości, a bieg go nie ma. Chodzi się w wąskim paśmie tempa, powyżej którego chód przestaje być ekonomiczny i zaczyna być karykaturą samego siebie — każdy, kto próbował iść naprawdę szybko, wie, że kosztuje to więcej niż spokojny trucht. Płacimy więc dopłatę za bieg po to, żeby przebić sufit marszu.
I dokładnie tak trzeba postawić pytanie w górach. Nie „co jest tańsze”, tylko „czy marsz jeszcze nadąża”. Jeśli nadąża, dopłata za bieg kupuje zero metrów przewagi. Jeśli nie nadąża — dopłacasz świadomie i wiesz za co.
Prędkość, przy której marsz się kończy
Sufit marszu jest zmierzony i, co najważniejsze, obniża się razem z nachyleniem. Dziesięciu biegaczy górskich przeszło protokół, w którym wyznaczano prędkość samoistnego przejścia z marszu w bieg na czterech nachyleniach: 0, 5, 10 i 15 stopni [2].
| Nachylenie | ≈ stopnie | Prędkość, przy której ludzie sami przechodzą w bieg | Ile to metrów wysokości na godzinę | Kto realnie tam biegnie |
|---|---|---|---|---|
| płasko | 0° | 7,0 km/h (1,95 m/s) | — | każdy, kto biega |
| 8,7% | 5° | 6,4 km/h (1,78 m/s) | 558 m/h | zdecydowana większość biegaczy |
| 17,6% | 10° | 5,8 km/h (1,62 m/s) | 1013 m/h | dobrze wytrenowani, i to na krótko |
| 26,8% | 15° | 5,3 km/h (1,47 m/s) | 1370 m/h | tempo z badań nad kilometrem pionowym |
Czwartą kolumnę policzyliśmy z niezaokrąglonych prędkości w metrach na sekundę, podanych w nawiasach, bo to one są liczbami źródłowymi [2]. Mnożenie zaokrąglonych kilometrów na godzinę daje wynik niższy o kilka metrów — przy dziesięciu stopniach wychodzi 1007 zamiast 1013.
I ta kolumna jest tu całą pointą. Porównuj w niej trzy dolne wiersze, bo po płaskim prędkość pionowa jest z definicji zerowa i wiersz zerowy służy wyłącznie za punkt odniesienia. Między pięcioma a piętnastoma stopniami prędkość graniczna spada z 6,4 do 5,3 km/h, czyli o niecałą jedną piątą — ale prędkość pionowa, którą przy tej granicy trzeba wykręcić, rośnie z 558 do 1370 metrów na godzinę, czyli dwuipółkrotnie. Sufit marszu mierzony w kilometrach na godzinę się obniża, a mierzony w metrach wysokości gwałtownie rośnie. To jedna liczba, a rozstrzyga cały spór.
Przełóż to na siebie. Amator wchodzący w terenie 700–800 metrów wysokości na godzinę musiałby na piętnastostopniowym stoku przyspieszyć prawie dwukrotnie, żeby w ogóle znaleźć się w prędkości, przy której bieg zaczyna mieć sens. Nie zwolnił do marszu dlatego, że jest słaby. Zwolnił dlatego, że jego docelowa prędkość pionowa mieści się w marszu z ogromnym zapasem.
Druga rzecz z tego samego badania jest równie ważna i mniej oczywista: na 0, 5 i 10 stopniach ludzie przechodzą do biegu wcześniej, niż wynikałoby to z kosztu energetycznego, a dopiero na 15 stopniach prędkość preferowana i prędkość energetycznie optymalna spotykają się w jednym punkcie [2]. Innymi słowy: na łagodnych podbiegach zaczynamy biec, kiedy marsz jeszcze by wystarczył i jeszcze byłby tańszy. Robimy to, bo bieg jest odruchem, a nie decyzją.
Twój próg zależy od tego, jak szybko wchodzisz
Sufit marszu z tabeli wyżej daje się przełożyć na próg nachylenia dla konkretnej osoby. Rachunek jest krótki: przy nachyleniu g i docelowej prędkości pionowej V musisz poruszać się po ścieżce z prędkością V podzieloną przez sinus g. Jeśli ta prędkość mieści się pod sufitem marszu, marsz dowozi Twój cel. Jeśli go przebija — musisz biec albo zwolnić.
| Twoja prędkość pionowa | Próg nachylenia | ≈ stopnie | Kto tak wchodzi |
|---|---|---|---|
| 500 m/h | 7,7% | 4,4° | pierwsze wyjścia w teren, ciężki plecak, koniec długiego biegu |
| 600 m/h | 9,4% | 5,4° | spokojne tempo wycieczkowe |
| 700 m/h | 11,2% | 6,4° | typowy amator na trasie 20–30 km |
| 800 m/h | 13,1% | 7,5° | zaprawiony amator, świeże nogi |
| 900 m/h | 15,1% | 8,6° | mocny biegacz górski na krótkim dystansie |
| 1000 m/h | 17,3% | 9,8° | czołówka amatorska |
| 1260 m/h | 23,7% | 13,3° | prędkość, przy której wykonano pomiar w badaniach nad kilometrem pionowym |
Trzy zastrzeżenia, bez których ta tabela wprowadza w błąd.
To jest model, a nie pomiar na Tobie. Powstał z połączenia dwóch rzeczy zmierzonych osobno: sufitu marszu z badania na czterech nachyleniach [2] i geometrii stoku. Dwa niezależne pomiary przy stałej prędkości pionowej wypadają po dwóch różnych stronach tego modelu. Przy 1260 metrach na godzinę zmierzono próg 15,8 stopnia, czyli 28,3% nachylenia [3], a model podaje dla tej prędkości 13,3 stopnia — zaniża więc o dwa i pół stopnia. Przy 800 metrach na godzinę zmierzono 7,2 stopnia [4], a model podaje 7,5 — tym razem zawyża, o trzy dziesiąte. Traktuj więc kolumnę z progiem jako środek pasma o szerokości mniej więcej plus minus dwa do trzech stopni, a nie jako granicę odchylającą się w jedną stronę.
Widełki, których używamy w całym serwisie, to 15–25% nachylenia i one nadal obowiązują — bo opisują biegacza ze środka tabeli, w drugiej godzinie biegu, a nie na świeżych nogach. Jeśli Twój wynik wypada niżej, to nie znaczy, że masz maszerować pięcioprocentowe wzniesienia. Znaczy, że od tego nachylenia bieg przestaje kupować Ci przewagę — a to, czy mimo wszystko zdecydujesz się biec, jest decyzją taktyczną, nie fizjologiczną.
Prędkość pionowa nie jest Twoją stałą. Jest tym, co realnie wykręcasz dzisiaj, z tym plecakiem, na tej nawierzchni i w tej godzinie biegu. Spada w trakcie każdego dłuższego startu, a razem z nią spada próg. Ten sam stok, który biegłeś rano, po południu jest stokiem do marszu — i nie jest to kwestia charakteru.

Ile realnie kosztuje wybiegany podbieg
Piętnastu biegaczy pokonywało siedem nachyleń od 9,4 do 39,2 stopnia, raz marszem, raz biegiem, przy dokładnie tej samej prędkości pionowej — 0,35 metra na sekundę. Poza najłagodniejszym nachyleniem marsz był tańszy średnio o 8,45%, a w paśmie od 20,4 do 35 stopni koszt zdobycia metra wysokości wyniósł 44,17 dżula na kilogram przy marszu i 48,46 przy biegu [3]. To 9,7% dopłaty za każdy metr wysokości — przy zerowym zysku, bo prędkość pionowa była narzucona identyczna.
Przełóżmy to na rzeczy, które widać. Biegacz o masie 70 kilogramów zdobywający 500 metrów wysokości wydaje na to około 369 kilokalorii marszem i 405 biegiem. Różnica to 36 kilokalorii, czyli mniej niż jeden żel.
I tu jest pułapka, w którą łatwo wpaść, licząc same kalorie: cena wybieganego podbiegu nie jest kaloryczna. Trzydzieści sześć kilokalorii nikogo nie zatrzyma. Zatrzymuje co innego — te dziesięć procent zostaje pobrane z budżetu wysiłku dokładnie tam, gdzie budżet wysiłku jest wielkością wiążącą. Podbieg to jedyny fragment biegu górskiego, na którym nie decydujesz sam o intensywności; narzuca ją stok. Dopłacenie do niego dziesięciu procent oznacza, że na szczyt wchodzisz z tętnem, z którego trzeba się wygrzebywać — a wygrzebujesz się z niego na zbiegu, czyli tam, gdzie miałeś zarabiać.
Drugi rachunek jest jeszcze prostszy. Jeżeli Twoja prędkość pionowa mieści się pod sufitem marszu z pierwszej tabeli, to bieg pod górę nie dowozi Ci ani jednego metra szybciej. Płacisz dziesięć procent za nic. Sytuacja, w której faktycznie coś kupujesz, jest jedna: krótki, łagodny podbieg, na którym marsz naprawdę nie nadąża — a wtedy biegnie się go w całości, a nie do połowy.
Marsz z rękami na udach to technika, nie kapitulacja
Marsz górski nie jest chodzeniem trochę szybciej. Ma własną mechanikę i trzy elementy, które da się opisać jednoznacznie.
Ręce na udach. Dłoń kładziesz na udzie tuż nad kolanem, palcami do wewnątrz, i prostując nogę, dopychasz ją ręką. Odciążasz w ten sposób prostowniki biodra i przenosisz część pracy na barki, plecy i tricepsy. Kierunek jest ten sam co przy kijach do biegów górskich, ale na tym podobieństwo się kończy i nie warto go rozciągać: kije mają zmierzone efekty, których dłoniom na udach nikt nie mierzył — z mniejszym uszkodzeniem mięśni po biegu górskim włącznie. Ręce na udach są rozwiązaniem darmowym i natychmiastowym, a nie zamiennikiem kijów. Jest to za to jedyna sytuacja w bieganiu, w której odejście od zasady „ramiona pracują wzdłuż ciała” jest poprawne.
Krok długi, nie częsty. W badaniu porównującym marsz z biegiem przy tej samej prędkości pionowej marsz miał częstość kroku niższą o około 28%, a krok o tyle samo dłuższy [3]. Marsz górski to duże kroki w niskim rytmie, a nie dreptanie. Drobienie pod stromiznę jest najczęstszym błędem technicznym marszu i najłatwiejszym do naprawienia: jeśli Twoje stopy mijają się co pół sekundy, idziesz drogo.
Pełne wyprostowanie nogi. Kolano nogi podporowej ma się w każdym kroku doprostować do końca. Marsz na miękkich, nigdy niedoprostowanych kolanach utrzymuje mięsień czworogłowy w ciągłym napięciu i zamienia podejście w bardzo długi przysiad izometryczny — a rachunek za to przychodzi na pierwszym zbiegu.
Warto znać jeszcze jedną liczbę z tego samego pomiaru, bo rozbraja ostatni argument każący amatorom biec strome podejścia. Ani marsz, ani „bieg” na badanych nachyleniach nie miały fazy lotu — faza podparcia zajmowała średnio 62,7 procent cyklu i na każdym z siedmiu kątów, od 9,4 do 39,2 stopnia, przekraczała połowę, czyli co najmniej jedna stopa zawsze dotykała podłoża [3]. Trzeba to jednak czytać razem z warunkiem pomiaru: wszyscy badani poruszali się z narzuconą prędkością pionową 1260 metrów na godzinę, co na najłagodniejszym z tych kątów oznacza niecałe 8 km/h po ścieżce. Przy szybszym biegu na łagodnym podbiegu faza lotu jeszcze jest — przy dziesięciu stopniach skraca się, ale nie znika, i tak ją opisujemy przy technice podbiegów i zbiegów. Rozstrzyga więc prędkość, a nie sam kąt: jeżeli wchodzisz w tempie, w jakim realnie pokonuje się długie podejście, to już od najłagodniejszego z badanych nachyleń to, co nazywasz bieganiem pod górę, mechanicznie biegiem nie jest. Jest szybszym marszem o krótszym kroku, wycenionym z dziesięcioprocentową dopłatą.

Jak zmierzyć swój próg, zamiast przepisywać cudzy
Do tabeli wyżej wchodzi się jedną liczbą: swoją realną prędkością pionową. Nie liczbą z internetu i nie liczbą kolegi.
- Wybierz jedno podejście, które znasz, o długości 8–15 minut i możliwie stałym nachyleniu. Odczytaj jego przewyższenie w metrach z mapy albo z zegarka.
- Wejdź je marszem w wysiłku, który utrzymałbyś przez trzy godziny — czyli przy oddechu pozwalającym mówić krótkimi zdaniami. Zapisz czas.
- Policz prędkość pionową: przewyższenie w metrach podzielone przez czas w minutach, razy 60. Podejście 220 metrów w 19 minut to 220 ÷ 19 × 60, czyli 695 metrów na godzinę.
- Odczytaj próg z drugiej tabeli. Dla 695 m/h wypada on w okolicach 11% nachylenia.
- Powtórz pomiar na końcu długiego wyjścia, po dwóch–trzech godzinach na nogach. Ta druga liczba jest tą, która obowiązuje na zawodach, i zawsze wychodzi niższa od pierwszej — to ona wyznacza Twój realny próg na dłuższej trasie.
Nachylenie odcinka policzysz z tych samych danych: przewyższenie podzielone przez długość odcinka mierzoną w poziomie. Trzysta metrów w górę na 1,5 kilometra to 20%. Uwaga na jednostki, bo mylą się notorycznie: 10% nachylenia to niecałe 6 stopni, a 10 stopni to prawie 18%. Zamianę przewyższenia na kilometry równoważne i pełną tabelę przeliczników od 2 do 40 procent trzymamy przy przewyższeniach i płaskich kilometrach, a prędkość na czas przeliczysz w kalkulatorze tempa biegu.
Cztery rzeczy obniżają Twój próg w trakcie jednego biegu i żadnej z nich nie widać na profilu trasy.
- Godzina biegu — prędkość pionowa spada monotonicznie, a razem z nią próg; po czterech godzinach wchodzisz wyraźnie wolniej niż na starcie i to jest normą, a nie kryzysem.
- Plecak i pełne wyposażenie obowiązkowe — każdy kilogram odbiera prędkość pionową, nie zmieniając nachylenia.
- Podłoże, które ucieka spod nogi: piarg, mokra trawa, śnieg — część odbicia idzie w dół zamiast do góry i marsz zaczyna wygrywać wyraźnie wcześniej.
- Tłok na wąskiej ścieżce — na jednośladzie idziesz tempem osoby przed sobą, więc próg wyznacza nie fizjologia, tylko kolejka.
Kiedy jednak biec, mimo że tabela mówi „marsz”
Trzy sytuacje, w których świadome przepłacenie ma sens.
Krótkie podejście na płaskiej trasie. Kilkudziesięciometrowy garb w środku dwudziestki po lesie biegnie się w całości. Przejście do marszu i z powrotem kosztuje rytm, a rytmu na płaskiej trasie nie odbudowuje się za darmo.
Ostatnie podejście przed metą. Budżet wysiłku ma sens tylko dopóty, dopóki jest co budżetować. Jeśli za szczytem jest już tylko zbieg do mety, dopłata jest inwestycją, a nie stratą.
Podejście, na którym się wyprzedza. Na wąskiej ścieżce wyprzedzanie trwa kilkanaście sekund i wymaga prędkości, której marsz nie dowozi. Wybiegasz ten fragment, wracasz do marszu, płacisz raz.
Poza tymi trzema przypadkami reguła jest jedna: na podbiegu sterujesz wysiłkiem, a nie sposobem poruszania się. Wybierasz tę gałąź, która dowozi Twoją prędkość pionową przy oddechu, który utrzymasz do szczytu. Jeśli nie wiesz, jaki to oddech, strefy tętna dają punkt zaczepienia — z zastrzeżeniem, że na stromym podejściu tętno reaguje z opóźnieniem i oddech jest szybszym wskaźnikiem. Potwierdza to zresztą pomiar: prędkość przejścia z marszu w bieg pokrywa się z optimum kosztu energetycznego, a nie pokrywa się z optimum liczonym z tętna i wentylacji [4].
Najczęstszy błąd: wybieganie pierwszych dwustu metrów podejścia
Wygląda to zawsze tak samo. Trasa wchodzi w las, ścieżka zadziera się w górę, a przed Tobą trzydzieści osób rusza biegiem, bo podejście dopiero się zaczyna i wszyscy jeszcze mogą. Ruszasz razem z nimi. Po dwóch minutach oddech jest szybszy, niż powinien, po trzech przechodzisz do marszu — i przez następny kwadrans wchodzisz obok tych samych osób, tyle że z tętnem o kilkanaście uderzeń wyższym i z rozbitym rytmem oddechu.
Nie stało się nic poza jedną rzeczą: pierwsze dwieście metrów podejścia było ceną zapłaconą za trzydzieści sekund przewagi, którą oddałeś w trzeciej minucie. Osoby, które od pierwszego kroku szły, są w tym samym miejscu, mają niższe tętno i nie muszą się z niczego wygrzebywać.
Poprawna wersja jest nudna i skuteczna: decyzję o sposobie poruszania się podejmujesz na dole podejścia, patrząc na jego długość i nachylenie, a nie w połowie, patrząc na oddech. Jeśli podejście ma trwać dłużej niż mniej więcej dwie minuty i jest stromsze od Twojego progu, idziesz je od pierwszego kroku. Bieg, który kończy się marszem po trzech minutach, jest zawsze droższy od marszu, który trwa od początku.
Drugi wariant tego samego błędu jest cichszy i kosztuje więcej: marsz włączany dopiero wtedy, gdy zabraknie tchu. Wtedy nie jest decyzją, tylko awarią — a z awarii wychodzi się wolniej niż z planu. Ten sam mechanizm rozstrzyga o pierwszych dłuższych startach w terenie i o tempie w skyrunningu, gdzie nachylenia z dolnej połowy pierwszej tabeli praktycznie nie występują.
Jeśli dopiero wchodzisz w teren i całe to rozróżnienie brzmi jak nadmiar, wystarczy jedno zdanie: marsz w górach nie jest gorszą wersją biegania, tylko drugą przekładnią. Resztą różnic między asfaltem a szlakiem zajmujemy się przy przejściu z asfaltu w teren, a całość materiałów zbieramy w dziale biegi górskie.
Źródła
- Minetti A.E., Moia C., Roi G.S., Susta D., Ferretti G., Energy cost of walking and running at extreme uphill and downhill slopes, „Journal of Applied Physiology” 2002, 93(3), s. 1039–1046, DOI 10.1152/japplphysiol.01177.2001 — koszt energetyczny marszu i biegu w funkcji nachylenia od −45% do +45%. Z tych krzywych wynika, że metr trasy pokonany marszem jest tańszy na każdym nachyleniu, a przewaga marszu maleje wraz ze stromizną. [1]
- Brill J.W., Kram R., Does the preferred walk-run transition speed on steep inclines minimize energetic cost, heart rate or neither?, „The Journal of Experimental Biology” 2021, 224(3), jeb233056, DOI 10.1242/jeb.233056 — dziesięciu biegaczy górskich, nachylenia 0, 5, 10 i 15 stopni; prędkość samoistnego przejścia z marszu w bieg 1,95 / 1,78 / 1,62 / 1,47 m·s⁻¹ oraz ustalenie, że przy 0, 5 i 10 stopniach ludzie przechodzą do biegu wcześniej, niż wynika to z kosztu energetycznego. Wartości w kilometrach na godzinę i w metrach wysokości na godzinę przeliczyliśmy z tych czterech liczb. [2]
- Giovanelli N., Ortiz A.L., Henninger K., Kram R., Energetics of vertical kilometer foot races; is steeper cheaper?, „Journal of Applied Physiology” 2016, 120(3), s. 370–375, DOI 10.1152/japplphysiol.00546.2015 — piętnastu biegaczy, siedem nachyleń od 9,4° do 39,2° przy stałej prędkości pionowej 0,35 m·s⁻¹; marsz tańszy średnio o 8,45%, próg 15,8°, koszt pionowy 44,17 J·kg⁻¹·m⁻¹ przy marszu i 48,46 przy biegu w paśmie 20,4–35°, różnica częstości i długości kroku około 28%, brak fazy lotu przy wszystkich badanych prędkościach i kątach. [3]
- Finiel L., Carron S., Margot C., Luc V., Malatesta D., Borrani F., Energetic cost of locomotion closely aligns with the preferred uphill walk-run transition at constant vertical speed in runners, „European Journal of Applied Physiology” 2026, DOI 10.1007/s00421-026-06363-x — siedemnastu wytrenowanych biegaczy przy stałej prędkości pionowej 800 m·h⁻¹; prędkość przejścia 1,76 m·s⁻¹ na nachyleniu 7,2°, zgodna z optimum kosztu energetycznego i niezgodna z optimum liczonym z tętna oraz wentylacji. [4]
Lista źródeł sprawdzona we wrześniu 2026.
Czego świadomie nie podajemy: jednej liczby, która byłaby progiem marszu dla wszystkich. Taka liczba nie istnieje, bo próg jest funkcją prędkości pionowej, a ta jest inna u każdego i inna w pierwszej niż w piątej godzinie biegu. Nie podajemy też profilów, przewyższeń ani nachyleń konkretnych tras — te sprawdzaj wyłącznie u organizatora. Tabele opisują koszt i granicę gałęzi ruchu, a nie prognozę wyniku: zakładają stały wysiłek i nie znają Twojego podłoża ani zmęczenia.
Najczęstsze pytania
Ile metrów przewyższenia na godzinę wchodzi przeciętny biegacz?
Praktyczne widełki, których używamy w całym serwisie, to 600–800 metrów wysokości na godzinę dla amatora na dłuższej trasie i około 1000 dla czołówki amatorskiej; pomiary nad kilometrem pionowym prowadzono przy 1260 metrach na godzinę, czyli w tempie zawodniczym. To są obserwacje praktyczne, a nie wynik badania na populacji biegaczy. Swoją liczbę wyznaczysz w kilkanaście minut: weź znane podejście, wejdź je marszem w spokojnym wysiłku i podziel przewyższenie w metrach przez czas w minutach, mnożąc przez sześćdziesiąt.
Czy marsz na podbiegu to strata czasu w porównaniu z truchtem?
Tylko wtedy, gdy trucht faktycznie jest szybszy, a na stromym podejściu zwykle nie jest. Na nachyleniu piętnastu stopni granica, przy której bieg zaczyna cokolwiek dawać, odpowiada wchodzeniu w tempie 1370 metrów wysokości na godzinę — czyli mniej więcej dwa razy szybciej, niż wchodzi typowy amator. Poniżej tej granicy trucht nie dowozi ani jednego metra szybciej, a kosztuje o niecałe dziesięć procent więcej energii na każdy metr wysokości. Strata pojawia się dopiero na łagodnych podbiegach, gdzie marsz naprawdę nie nadąża.
Dlaczego zawodnicy w kilometrze pionowym biegną tam, gdzie ja maszeruję?
Bo próg przejścia w marsz nie jest cechą stoku, tylko cechą prędkości, z jaką się wchodzi. Im szybciej wykręcasz metry w pionie, tym stromsze nachylenie musi się pojawić, zanim marsz zacznie nadążać. Przy 700 metrach wysokości na godzinę granica wypada w okolicach 11% nachylenia, przy 1000 — około 17%, a przy 1260 metrach na godzinę dopiero powyżej 23%. Ten sam stok jest więc podbiegiem do biegania dla jednej osoby i podejściem marszowym dla drugiej, i obie mają rację.
Jak liczyć tempo, jeśli część podbiegu idę marszem?
Nie licz tempa, licz prędkość pionową. Tempo w minutach na kilometr na podbiegu opisuje nachylenie, a nie Twoją formę, i zmienia się na tym samym wysiłku dwukrotnie w obie strony. Prędkość pionowa, czyli metry wysokości na godzinę, jest wielkością porównywalną między odcinkami o różnym nachyleniu i to ona mówi, czy dowozisz plan. Do przeliczenia całej trasy na czas przydaje się z kolei równoważny dystans — sposób liczenia opisujemy przy przewyższeniach i płaskich kilometrach.
Czy chodzenie z rękami na udach coś daje, czy tylko tak wygląda?
Daje, pod warunkiem że ręka pracuje, a nie leży. Dłoń kładziesz na udzie tuż nad kolanem i w momencie prostowania nogi dopychasz ją ręką — przenosisz w ten sposób część pracy z prostowników biodra na barki, plecy i tricepsy, czyli działasz w tym samym kierunku co kije. Nie jest to jednak ich zamiennik: kije mają zmierzone efekty, których dłoniom na udach nikt nie mierzył. Bierne oparcie dłoni o udo nie daje nic poza pochyleniem tułowia. Dodaj do tego dwie rzeczy: krok długi w niskim rytmie zamiast drobienia oraz pełne doprostowanie kolana w każdym kroku.