Co zabrać z tego tekstu na trasę
- Przelicznik przewyższenia nie jest stały. Jeden metr wzniosu kosztuje 5,7 metra po płaskim przy nachyleniu dwóch procent i 10,1 metra przy czterdziestu. Popularne 1:8 trafia dokładnie przy nachyleniu 21,5 procent, czyli na typowym szlaku, i myli się na obu krańcach.
- Zbieg ma dwie różne ceny i płaci się je w różnych momentach. Na stoperze łagodny zbieg oddaje czas, a stromy go zabiera — o osiemdziesiąt minut na 1200 metrach zejścia, zależnie wyłącznie od stromizny. W mięśniach najdroższy jest zbieg szybki, czyli ten w okolicach nachylenia minus dwudziestu procent, po którym siła prostowników kolana wraca do normy dopiero po czterech dobach.
- Licz odcinkami, nie średnią z trasy. Ten sam tysiąc metrów przewyższenia rozłożony równomiernie i zebrany na kilku stromych zrywach różni się o kwadrans na mecie, choć w opisie trasy wygląda identycznie.
Jeden metr w górę za osiem metrów po płaskim
Najkrótsza odpowiedź brzmi tak: jeden metr wzniosu kosztuje mniej więcej tyle, co osiem metrów biegu po płaskim, czyli sto metrów przewyższenia dokłada do trasy około 0,8 kilometra, a nie cały kilometr. Liczba wychodzi z reguły Naismitha z 1892 roku, sprawdzonej później na rekordach biegów górskich: 1 metr wzniosu = 7,92 metra po płaskim, w zaokrągleniu 1:8 dla mężczyzn i 1:10 dla kobiet (Scarf, 2007).
Większość poradników kończy w tym miejscu i tam zaczynają się kłopoty. Ten przelicznik nie jest stałą. Zmienia się z nachyleniem, inaczej wygląda przy marszu niż przy biegu, a o zbiegach — które potrafią kosztować więcej czasu, niż go oddają — milczy w ogóle.
Ten tekst jest o arytmetyce. O tym, jak biegnie się pod górę i z góry, jest osobny materiał o technice podbiegów i zbiegów.
Cztery reguły i jedna trasa: rozjazd na osiem kilometrów
- Sto metrów przewyższenia to jeden kilometr. Najprostsza i najpopularniejsza, ze źródłem formalnym: definicja „kilometra wysiłkowego” z wytycznych ITRA, gdzie 1 kilometr dystansu daje 1 km-effort i każde 100 metrów wzniosu daje kolejny. Trasa 40 km z 1500 m przewyższenia to według tego rachunku 55 km-effort.
- Naismith w wersji czasowej. Godzina na każde 4,83 km mierzone z mapy plus godzina na każde 610 metrów podejścia. Zwróć uwagę na „z mapy”: chodzi o rzut poziomy, a nie o drogę pod stopami.
- Naismith w wersji dystansowej, czyli 1:7,92 — ta sama reguła przeliczona na równoważny dystans, sprawdzona przez Scarfa na rekordach biegów górskich i zaokrąglona do 1:8 dla mężczyzn oraz 1:10 dla kobiet.
- Przelicznik z kosztu energetycznego. Liczony z tego, ile energii kosztuje metr trasy przy danym nachyleniu. Jako jedyny nie jest stały i jako jedyny tłumaczy rozjazd pozostałych.
Weź trasę spoza kalendarza: 21 kilometrów, 1200 metrów w górę i 1200 metrów w dół.
| Reguła | Przelicznik | Równoważny dystans |
|---|---|---|
| Kilometr wysiłkowy ITRA, u Scarfa zalecenie dla kobiet | 1:10 | 33,0 km |
| Scarf, zalecenie dla mężczyzn | 1:8 | 30,6 km |
| Naismith wyprowadzony | 1:7,92 | 30,5 km |
| Z krzywej kosztu, przy nachyleniu podejść 11% | 1:6,8 | 29,2 km |
| Z analizy sztafety górskiej (Scarf) | 1:4,4 | 26,3 km |
| Z eksperymentów na bieżni (Scarf) | 1:3,3 | 25,0 km |
Od 25,0 do 33,0 kilometra na tej samej trasie. Osiem kilometrów różnicy, czyli przy tempie 6:00 na kilometr 48 minut rozjazdu w prognozie — tyle dzieli metę od spotkania z limitem. Naismith w wersji czasowej daje tu 6 godzin 19 minut, ale opisuje marsz i nie ma żadnej poprawki na zbieg.

Skąd bierze się przelicznik i dlaczego zmienia się z nachyleniem
Wszystkie reguły wyżej są przybliżeniami jednej mierzalnej rzeczy: kosztu energetycznego metra trasy. Minetti i współpracownicy przebadali dziesięciu biegaczy górskich na bieżni od −45% do +45% i opisali wynik wielomianem, który do dziś jest punktem odniesienia (Minetti i wsp., 2002). Po płaskim bieg kosztuje 3,40 J na kilogram na metr, niezależnie od prędkości; przy +45% kosztuje 18,93.
Z tej krzywej da się wyprowadzić przelicznik zależny od nachylenia, którego żadna z popularnych reguł nie ma: pytamy, ile metrów płaskiego biegu kosztowałoby tyle samo, co odcinek o danym nachyleniu, po odjęciu tego, co i tak liczy się osobno jako dystans poziomy. Mnożnik kosztu jest przy okazji mnożnikiem czasu na kilometrze przy tym samym wysiłku: biegnąc po płaskim 6:00 na kilometr, na dziesięcioprocentowym podbiegu utrzymasz 9:56.
| Nachylenie | ≈ stopnie | Mnożnik kosztu | 1 m wzniosu = ile m płaskiego | Tryb |
|---|---|---|---|---|
| 2% | 1,1° | ×1,11 | 5,7 | bieg |
| 5% | 2,9° | ×1,30 | 6,1 | bieg |
| 10% | 5,7° | ×1,66 | 6,7 | bieg |
| 15% | 8,5° | ×2,06 | 7,2 | bieg albo marsz |
| 20% | 11,3° | ×2,50 | 7,8 | marsz zwykle wygrywa |
| 25% | 14,0° | ×2,98 | 8,3 | marsz |
| 30% | 16,7° | ×3,49 | 8,8 | marsz |
| 40% | 21,8° | ×4,68 | 10,1 | marsz |
Przelicznik rośnie razem z nachyleniem, i to mocno: od 5,7 metra przy 2% do 10,1 metra przy 40%. Te same sto metrów przewyższenia jest warte 0,57 kilometra na wale przeciwpowodziowym i pełny kilometr na stromym trawersie. Jedna liczba na całą trasę jest więc uśrednieniem czegoś, co zmienia się prawie dwukrotnie.
Naismith trafia idealnie — przy jednym konkretnym nachyleniu. Przelicznik z krzywej wynosi dokładnie 7,92 przy nachyleniu 21,5%, a Minetti wyliczył, że optymalne nachylenie ścieżki górskiej to 20–30%, jednakowo dla marszu i dla biegu. Reguła sprzed stu trzydziestu lat pasuje do fizjologii nie dlatego, że Naismith fizjologię znał, tylko dlatego, że chodził po ścieżkach zbudowanych zgodnie z nią.
Wersja bieżniowa 1:3,3 nie jest błędem, tylko odpowiedzią na inne pytanie. Pochodzi z pomiarów przy stałej prędkości i niewielkich nachyleniach, czyli stamtąd, gdzie nikt nie zwalnia, bo taśma nie pozwala. W terenie zwalniasz, a razem z tempem rośnie czas spędzony na podbiegu. Dla samej bieżni jest w porządku i po to jest przelicznik nachylenia bieżni z własnym, liniowym rachunkiem — na taśmie jeden procent nachylenia jest wart 4,5 procent prędkości i tę liczbę podajemy wszędzie tam, gdzie mowa o bieżni. Tabela wyżej pochodzi z pomiaru biegu po stoku i rośnie wyraźnie szybciej, więc nie mieszaj tych dwóch rachunków: jeden opisuje taśmę, drugi teren.
Kiedy marsz jest szybszy od biegu i dlaczego
Powyżej pewnego nachylenia bieg przestaje cokolwiek dawać i to też jest zmierzone. Giovanelli i współpracownicy kazali piętnastu biegaczom pokonywać siedem nachyleń, od 9,4° do 39,2°, raz biegiem, raz marszem, przy tej samej prędkości pionowej 0,35 m/s (Giovanelli i wsp., 2016). Poza najłagodniejszym nachyleniem marsz był tańszy energetycznie średnio o 8,45%, a wniosek autorów mieści się w jednym zdaniu: powyżej 15,8° da się obniżyć wydatek energetyczny, przechodząc z biegu w marsz.
W jednostkach terenowych 9,4° to 16,6% nachylenia, a 15,8° to 28,3%. Próg leży gdzieś w tym przedziale i jest to najbliższa pomiarowi odpowiedź, jaką da się dziś podać — zgodna z praktycznymi widełkami 15–25%, których używamy w całym serwisie, i z optimum ścieżki 20–30% u Minettiego.
Dlaczego akurat tam? Bo wraz z nachyleniem znika przewaga biegu. Po płaskim kosztuje on na metr o 107% więcej niż marsz w optymalnym tempie — płacisz podwójnie, ale jedziesz znacznie szybciej. Przy +45% ta różnica spada do 9,2% (Minetti i wsp., 2002): prędkość, którą kupujesz dopłatą, robi się znikoma, a wydatek zostaje.
Dwa zastrzeżenia. Pomiar Giovanellego zrobiono przy prędkości pionowej 1260 metrów na godzinę, czyli w tempie zawodowym; amator wchodzący 600–800 metrów na godzinę ma próg niżej. I próg przesuwa się w dół razem z godzinami biegu — ten sam stok, który w pierwszej godzinie się biegnie, w piątej się maszeruje.
Trzy rzeczy przesuwają Twój własny próg marszu w dół, niezależnie od nachylenia odczytanego z mapy.
- Plecak albo kamizelka z pełnym wyposażeniem obowiązkowym.
- Podłoże, które ucieka spod nogi — piarg, mokra trawa, błoto: część odbicia idzie w dół zamiast do przodu i mnożnik z tabeli przestaje opisywać rzeczywistość.
- Odcinek marszu dłuższy niż mniej więcej dziesięć minut, na którym opłaca się już sięgnąć po kije.
Zbiegi: reguły milczą, a to one rozstrzygają
Naismith w oryginale traktuje zbieg jak płaskie i to jest największa dziura we wszystkich czterech przelicznikach. Kilometr wysiłkowy tak samo: metry w dół są dla niego zerem.
Pierwszą poprawkę dołożył Langmuir w podręczniku brytyjskich instruktorów górskich (1984) i jest ona zaskakująco ostra. Przy łagodnym zbiegu, między 5° a 12°, czyli między 8,7% a 21,3% nachylenia, odejmujesz 10 minut na każde 300 metrów zejścia. Przy stromym, powyżej 12°, te same 10 minut dodajesz.
Na naszej trasie z 1200 metrami zejścia daje to minus 40 albo plus 40 minut: osiemdziesiąt minut rozstrzału na tych samych metrach w dół, o którym decyduje wyłącznie to, jak stromo są rozłożone. Przy bazowych 5 km/h, na których Langmuir opiera poprawkę, wychodzi mniej więcej 2,8 metra po płaskim na każdy metr zbiegu — raz na plus, raz na minus.
Fizjologia mówi to samo innym językiem. U Minettiego bieg w dół jest najtańszy przy około −20% i kosztuje wtedy połowę tego, co bieg po płaskim. Ale zejdź stromiej, a koszt rośnie z powrotem: przy −40% jest równy płaskiemu, przy −45% wyższy. Krzywa ma dołek, a nie zjazd.
| Nachylenie zbiegu | ≈ stopnie | Mnożnik kosztu | Co to robi z czasem |
|---|---|---|---|
| −5% | −2,9° | ×0,76 | prędkość prawie za darmo |
| −10% | −5,7° | ×0,60 | najlepszy stosunek prędkości do zniszczeń |
| −20% | −11,3° | ×0,50 | energetyczne minimum |
| −25% | −14,0° | ×0,56 | tu Langmuir zaczyna dodawać zamiast odejmować |
| −30% | −16,7° | ×0,68 | o czasie decyduje technika, nie forma |
| −40% | −21,8° | ×1,00 | tyle samo energii co bieg po płaskim |
I teraz najważniejsze rozróżnienie całego tekstu. Koszt czasowy zbiegu i koszt regeneracyjny zbiegu to dwie różne wielkości, a ich maksima leżą w różnych miejscach. Czasowo najgorszy jest zbieg bardzo stromy, bo tam po prostu nie da się jechać. Mięśniowo najgorszy jest zbieg szybki, a szybko jedzie się właśnie w okolicach −20%, czyli w energetycznym minimum.
Ta zbieżność nie jest anegdotą. Trzydzieści minut biegu przy nachyleniu −20% i prędkości 10 km/h to standardowy laboratoryjny protokół wywoływania uszkodzenia mięśni — i tak właśnie użyli go Coratella i współpracownicy (2024). Maksymalna siła prostowników kolana spadła tam do 84% wartości wyjściowej po 24 godzinach, była obniżona jeszcze po 72 godzinach i wróciła do normy dopiero po czterech dobach.
Wniosek jest brutalny: nachylenie, które kalkulator uzna za najtańsze, jest tym samym, którym w laboratorium celowo psuje się nogi. Zbieg ma dwie ceny — na stoperze, płatną od razu, i w udach, płatną przez cztery doby. Mechanikę tego uszkodzenia i progresję, która na nie przygotowuje, rozkładamy przy zakwasach po bieganiu oraz przy technice podbiegów i zbiegów.

Kilometr pionowy: reguła doprowadzona do granicy
Jest forma zawodów, w której cała ta arytmetyka rozbija się o ścianę. Kilometr pionowy to format, w którym trzeba zdobyć 1000 metrów wysokości na dystansie krótszym niż 5000 metrów, a nachylenie najszybszych tras sięga około 30 stopni (Giovanelli i wsp., 2016), czyli blisko 58% — daleko poza zakresem, w którym reguła 1:8 czy 1:10 ma jeszcze sens.
Liczba, którą warto stąd zabrać, przydaje się przy każdym planowaniu: zdobycie metra wysokości kosztuje w okolicach optimum około 44 dżule na kilogram masy ciała. Giovanelli zmierzył 44,17 J·kg⁻¹ dla marszu między 20,4° a 35°, a Minetti niezależnie 44,9 J·kg⁻¹ dla biegu przy 20–40%. Dla osoby o masie 70 kg tysiąc metrów wzniosu to mniej więcej 740 kilokalorii netto przy marszu i 810 przy biegu, wobec około 570 na dziesięciu kilometrach po płaskim — stąd inny plan żywieniowy, rozpisany przy biegu na 100 km.
Jak zaplanować czas na trasie z profilem
Sobota, listopadowy poranek, drugi w życiu start w terenie. W opisie trasy stoi „28 km, 900 m przewyższenia”, a w głowie prosty rachunek: dwadzieścia osiem plus dziewięć to trzydzieści siedem, po sześć minut na kilometr wychodzą niecałe cztery godziny, limit sześciogodzinny, więc luz. Pierwsze dwadzieścia kilometrów idzie zgodnie z planem. Potem zaczyna się odcinek, który na profilu wyglądał najłatwiej — długi, stromy zbieg po mokrych korzeniach — i nagle kilometr zajmuje dziewięć minut. Nie z braku siły, tylko z braku możliwości postawienia stopy szybciej. Meta wypada 40 minut po prognozie, a limit, który miał być z zapasem, robi się tematem rozmowy.
Ten rachunek nie zawiódł dlatego, że był zły. Zawiódł, bo był jeden na całą trasę. Zrób to inaczej:
- Rozbij profil na trzy do sześciu odcinków o podobnym charakterze — podejścia, zbiegi, płaskie — zamiast liczyć średnią z całości.
- Dla każdego podejścia weź przelicznik z tabeli dopasowany do jego nachylenia, czyli do przewyższenia podzielonego przez długość odcinka: 300 metrów w górę na 1,5 kilometra daje 20%.
- Zbiegi policz osobno, poprawką Langmuira: łagodne odejmij, strome dodaj, po 10 minut na każde 300 metrów zejścia.
- Zsumuj równoważne kilometry i przelicz je tempem z długiego wybiegania, a nie z zawodów na asfalcie. Sumę zamienisz na czas w kalkulatorze tempa biegu.
- Dołóż zapas na to, czego reguły nie widzą: podłoże techniczne, kolejki, punkty odżywcze, nawigację. Na trasie dobrze oznakowanej licz 10%, na słabo oznakowanej i w nocy więcej.
Najlepszy przelicznik to ten policzony z własnych danych. Czas z terenu podziel przez swoje tempo z płaskiego, odejmij realny dystans i podziel wynik przez przewyższenie w kilometrach.
Przykład: tempo z płaskiego 5:30 na kilometr, czyli 330 sekund. Wyjście w teren — 14 kilometrów, 700 metrów w górę, czas 1:52:00, czyli 6720 sekund. Równoważny dystans to 6720 podzielone przez 330, czyli 20,36 kilometra. Odejmij 14, podziel przez 0,7 i wychodzi 1:9,1. Ten biegacz powinien używać dziewiątki, nie ósemki — a po trzech pomiarach będzie miał liczbę wartą więcej niż każda reguła z tego tekstu.
Najczęstszy błąd: jedna liczba na całą trasę
Błąd numer jeden nie polega na wybraniu złego przelicznika, tylko na wybraniu jednego przelicznika na trasę o trzech różnych charakterach. Tysiąc metrów przewyższenia rozłożone równomiernie na trzydziestu kilometrach to biegowe podejścia o nachyleniu 7–8% i przelicznik w okolicach 6,4. Ten sam tysiąc zebrany na kilku stromych zrywach to nachylenie powyżej 30%, marsz i przelicznik 8,8 — różnica dwóch i pół kilometra równoważnych, czyli kwadransa. A w opisie obie trasy wyglądają identycznie: „30 km, 1000 m”. Ta sama pułapka wraca przy planowaniu pierwszego długiego startu, gdzie ekwiwalent płaskiego decyduje o kilku godzinach na nogach — rozpisaliśmy to przy biegu ultra od podstaw.
Błąd numer dwa wynika z pierwszego: liczenie limitu od prognozy zamiast od najgorszego wariantu. Prognoza jest wartością środkową, nie gwarancją. Jeśli limit mieści się w niej z zapasem mniejszym niż 15%, przyjmij, że limitu nie masz.
Błąd numer trzy, najczęstszy u wchodzących w teren z asfaltu, to liczenie zbiegów jako zysku. Zbieg oddaje czas tylko w wąskim oknie łagodnych nachyleń i tylko wtedy, gdy nogi są jeszcze w stanie go wziąć — na dwudziestym piątym kilometrze, po trzech wcześniejszych zjazdach, ten sam odcinek jedzie się wolniej niż płaskie. Co z tym zrobić przed startem, opisujemy przy przejściu z asfaltu w teren, a resztę materiałów zbieramy w dziale biegi górskie.
Źródła
- Minetti A.E., Moia C., Roi G.S., Susta D., Ferretti G., Energy cost of walking and running at extreme uphill and downhill slopes, „Journal of Applied Physiology” 2002, 93(3), s. 1039–1046 — koszt biegu 3,40 J·kg⁻¹·m⁻¹ po płaskim i 18,93 przy +45%, minimum zbiegu przy −20%, wielomiany użyte do obu tabel, optymalne nachylenie ścieżki 20–30%, koszt pionowy 44,9 J·kg⁻¹.
- Giovanelli N., Ortiz A.L., Henninger K., Kram R., Energetics of vertical kilometer foot races; is steeper cheaper?, „Journal of Applied Physiology” 2016, 120(3), s. 370–375 — definicja kilometra pionowego, marsz tańszy od biegu o 8,45%, próg 15,8°, koszt pionowy marszu 44,17 J·kg⁻¹.
- Scarf P., Route choice in mountain navigation, Naismith's rule, and the equivalence of distance and climb, „Journal of Sports Sciences” 2007, 25(6), s. 719–726 — równoważność 1:7,92, zalecenie 1:8 dla mężczyzn i 1:10 dla kobiet, wartości 1:3,3 z bieżni i 1:4,4 ze sztafety górskiej.
- Naismith W.W., Excursions. Cruach Ardran, Stobinian, and Ben More, „Scottish Mountaineering Club Journal” 1892, 2(3), s. 136 — reguła w oryginale. Poprawka na zbiegi: Langmuir E., Mountaincraft and Leadership, Mountain Leader Training Boards of Great Britain and Northern Ireland, 1984.
- Coratella G., Varesco G., Rozand V. i wsp., Downhill running increases markers of muscle damage and impairs the maximal voluntary force production, „European Journal of Applied Physiology” 2024, 124(6), s. 1875–1883 — 30 minut biegu przy −20% i 10 km/h, siła prostowników kolana 84% wartości wyjściowej po 24 godzinach, powrót do normy po czterech dobach.
- International Trail Running Association, wytyczne dla organizatorów — definicja kilometra wysiłkowego: 1 kilometr dystansu to 1 km-effort, każde 100 metrów przewyższenia to kolejny.
Dostęp do wszystkich pozycji: 2026-08-18.
Czego świadomie nie podajemy: jednej uniwersalnej liczby zamiast przelicznika zależnego od nachylenia — taka liczba nie istnieje. Nie podajemy też przewyższeń, profili ani limitów konkretnych imprez; te sprawdzaj w regulaminie organizatora. Tabele opisują koszt energetyczny, a nie prognozę wyniku: zakładają stały wysiłek i nie znają Twojego podłoża ani zmęczenia. Zasady, na jakich powstają nasze treści, opisujemy w polityce redakcyjnej.
Najczęstsze pytania
Skąd się wzięła reguła, że sto metrów przewyższenia liczy się jak kilometr?
Z definicji kilometra wysiłkowego, którą w wytycznych dla organizatorów stosuje International Trail Running Association: jeden kilometr dystansu to jeden km-effort, a każde sto metrów przewyższenia dokłada kolejny. To konwencja porównawcza, a nie wynik pomiaru. Z krzywej kosztu energetycznego wychodzi 5,7 metra po płaskim na metr wzniosu przy nachyleniu dwóch procent i 10,1 metra przy czterdziestu, więc reguła 1:10 jest trafna na trasach stromych i wyraźnie surowa na łagodnych.
Dlaczego zbieg nie oddaje czasu, który zabrał podbieg?
Bo oddaje go tylko w wąskim oknie nachyleń. Poprawka Langmuira do reguły Naismitha odejmuje dziesięć minut na każde trzysta metrów zejścia przy nachyleniu od pięciu do dwunastu stopni, ale powyżej dwunastu stopni te same dziesięć minut dodaje — na 1200 metrach zejścia daje to osiemdziesiąt minut rozstrzału w jedną albo w drugą stronę. Do tego dochodzi rachunek mięśniowy, którego żadna reguła czasowa nie widzi: na zbiegu mięsień hamuje opadający ciężar ciała i płaci się za to przez kilka kolejnych dni.
Co to jest kilometr pionowy?
Format zawodów, w którym trzeba zdobyć tysiąc metrów wysokości na dystansie krótszym niż pięć tysięcy metrów. Nachylenie najszybszych tras sięga około trzydziestu stopni, czyli blisko pięćdziesięciu ośmiu procent, więc żadna reguła typu jeden do ośmiu ani jeden do dziesięciu nie ma tam już zastosowania. Użyteczna liczba jest inna: zdobycie metra wysokości kosztuje w okolicach optimum około czterdziestu czterech dżuli na kilogram masy ciała, co przy siedemdziesięciu kilogramach daje mniej więcej siedemset czterdzieści kilokalorii netto na tysiąc metrów wzniosu.
Jak wyznaczyć swój własny przelicznik z danych z zegarka?
Weź swoje realne tempo z długiego biegu po płaskim i jedno wyjście w teren o znanym dystansie i przewyższeniu. Czas z terenu podziel przez tempo z płaskiego, odejmij realny dystans i podziel wynik przez przewyższenie wyrażone w kilometrach. Przykład: przy tempie 5:30 na kilometr i wyjściu 14 kilometrów z 700 metrami w górę w czasie 1:52:00 równoważny dystans wynosi 20,36 kilometra, a przelicznik 9,1. Po trzech takich pomiarach masz liczbę wartą więcej niż każda reguła ogólna.
Czy przelicznik nachylenia z bieżni działa w terenie?
Nie, i to jest jedna z głównych przyczyn rozjazdu między regułami. Analiza eksperymentów bieżniowych daje równoważność jeden do trzech i trzech dziesiątych, czyli ponad dwa razy mniej niż wersja terenowa, bo na taśmie prędkość jest narzucona i nikt na podbiegu nie zwalnia. W terenie zwalniasz, a razem z tempem rośnie czas spędzony na podejściu. Do samej bieżni liniowy przelicznik nachylenia jest poprawny i mamy do niego osobne narzędzie w dziale kalkulatorów, ale do trasy z profilem się nie nadaje.