Bieganie a odchudzanie

Deficyt kaloryczny przy bieganiu — jak go policzyć i nie przesadzić

Deficyt kaloryczny przy bieganiu liczy się w trzech krokach: przemiana podstawowa ze wzoru Mifflina-St Jeora razy mnożnik aktywności bez treningów, plus koszt biegania liczony jako masa ciała razy kilometry, minus to, co jesz. Nie przesadza się z nim, pilnując trzech granic naraz: 0,5–1% masy ciała tygodniowo, najwyżej 700 kcal na dobę i jedzenie nie niżej niż przemiana podstawowa. Niżej pełny rachunek dla trzech osób liczony tym samym modelem co nasz kalkulator, pułapka biegu policzonego dwa razy, uczciwe wyjaśnienie, czym jest dostępność energii i dlaczego nie podajemy jej wzoru, oraz sygnały, po których poznasz, że deficyt jest za duży, zanim pokaże to waga.

Redakcja Opublikowano Aktualizacja 18 min czytania
Biegacz w średnim wieku biegnie spokojnym tempem szerokim miejskim bulwarem wysadzanym drzewami w pochmurne wczesnowiosenne południe, widziany z boku
Spokojne bieganie robi zwykle mniejszą część deficytu, a kuchnia większą. Kilometry dobiera się pod formę, a nie pod bilans kalorii — dlatego to cięcie po stronie talerza trzeba pilnować najbardziej.

0,5–1 % masy/tydz.

bezpieczne tempo redukcji; przy 70 kg to deficyt 385–770 kcal na dobę, z czego górę ucina próg 700 kcal

700 kcal/dobę

górna granica deficytu w naszym kalkulatorze; powyżej około 64 kg wiąże ona wcześniej niż granica procentowa

1 kcal/kg/km

koszt biegu netto — masa ciała razy kilometry, niezależnie od tempa

72 %

tyle dodatkowo spalonej energii przekłada się średnio na realnie wyższy wydatek dobowy — stąd widełki zamiast daty

Trzy rzeczy, które rozstrzygają

  • Deficyt to przemiana podstawowa ze wzoru Mifflina-St Jeora razy mnożnik aktywności bez treningów, plus masa ciała razy tygodniowe kilometry podzielone przez siedem, minus to, co jesz. Jeśli już biegasz przy stabilnej masie, deficytem jest tylko to, co zmieniasz.
  • Pilnujesz trzech granic naraz: 0,5–1% masy ciała tygodniowo, najwyżej 700 kcal na dobę i talerz nie niżej niż przemiana podstawowa. Przy dużej masie i siedzącej pracy ta ostatnia potrafi zadziałać pierwsza.
  • Dobrze policzony deficyt nie gwarantuje, że nie przesadziłeś. Spadek formy mimo treningu, zanik miesiączki, punktowy ból kości albo spadek libido to sygnały do zmniejszenia deficytu albo do wizyty, a nie do kolejnej korekty kalkulatora.

Krótka odpowiedź: trzy kroki i trzy granice

Deficyt kaloryczny przy bieganiu liczy się w trzech krokach: podstawowa przemiana materii ze wzoru Mifflina-St Jeora razy mnożnik aktywności bez treningów, plus koszt biegania liczony jako masa ciała razy kilometry, minus to, co zjadasz — a nie przesadza się z nim, pilnując trzech granic naraz. Tempo spadku ma się mieścić w 0,5–1% masy ciała tygodniowo, deficyt nie powinien przekraczać 700 kcal na dobę, a to, co jesz, nie powinno schodzić poniżej podstawowej przemiany materii. Która z tych granic zadziała pierwsza, zależy od twojej masy i od tego, ile już biegasz — i to jest cała treść tego tekstu.

Wszystkie liczby niżej są liczone dokładnie tym samym modelem, którym liczy nasz kalkulator redukcji, i tym samym wzorem na koszt biegu, co kalkulator spalonych kalorii. Nic ci się nie rozjedzie między tekstem a narzędziem — jeśli wpiszesz tam dane którejś z osób z tabeli, dostaniesz te same wartości.

Czego tu nie powtarzamy, bo ma własne teksty: rozbioru liczby 7 700 kcal na kilogram w tekście o tym, ile trzeba biegać, żeby zrzucić 1 kg, widełek na miesiąc w tekście o tym, ile można schudnąć w miesiąc, i talerza z gramaturami w tekście o tym, co jeść, żeby schudnąć biegając. Ten tekst jest o samym rachunku: skąd wziąć każdą liczbę i gdzie ten rachunek zaczyna szkodzić.

Kiedy deficyt jest sprawą dla lekarza, a nie dla kalkulatora

Zanim policzysz cokolwiek: część objawów w trakcie redukcji nie jest sygnałem, że trzeba jeść jeszcze mniej albo więcej biegać, tylko że dalszy plan trzeba przerwać.

Przerwij redukcję i skonsultuj się z lekarzem, jeśli w trakcie deficytu pojawi się którakolwiek z tych sytuacji.

  • Utrata przytomności albo zasłabnięcie w trakcie lub po biegu, ból lub ucisk w klatce piersiowej, kołatanie serca, które nie mija po zatrzymaniu, duszność nieproporcjonalna do wysiłku — dzwoń pod 112
  • Punktowy ból kości, który da się wskazać jednym palcem, nasila się przy obciążeniu i nie mija po dniu przerwy — na piszczeli, śródstopiu, pięcie albo w pachwinie — lekarz przed kolejnym treningiem, bo tak może wyglądać złamanie zmęczeniowe
  • Miesiączka zanikła na trzy cykle lub dłużej albo odstępy przekraczają 35 dni — ginekolog, a nie kolejna zmiana planu
  • Nawracające zawroty głowy albo ciemnienie przed oczami przy wstawaniu — lekarz przed kolejnym treningiem
  • U mężczyzn wyraźny spadek libido i porannych erekcji w trakcie redukcji, u obu płci stałe wyczerpanie, częste infekcje i gorszy sen mimo tego samego treningu — lekarz rodzinny, wizyta planowa
  • Masa spada szybciej niż 1% tygodniowo, chociaż nie zmieniłeś jedzenia ani treningu — lekarz rodzinny
  • Liczenie kalorii, ważenie się albo kontrola jedzenia zaczynają zajmować ci więcej głowy niż samo bieganie, albo masz zaburzenia odżywiania w wywiadzie — pomoc specjalisty, a nie ten tekst. Nie stawiamy tu rozpoznania; każdy z tych objawów ma też inne przyczyny niż deficyt energii i rozstrzyga o tym badanie.

Ten tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje porady lekarza ani dietetyka. Zasady, według których publikujemy treści o zdrowiu i masie ciała, opisujemy w polityce redakcyjnej.

Krok 1: ile zużywasz bez biegania

Punktem wyjścia jest podstawowa przemiana materii, czyli energia, którą zużywasz, leżąc. Liczymy ją równaniem Mifflina-St Jeora z 1990 roku, wyprowadzonym z pomiarów kalorymetrycznych u 498 zdrowych osób w wieku od 19 do 78 lat, z osobami o prawidłowej masie i z otyłością [1]:

  • mężczyźni: 10 × masa [kg] + 6,25 × wzrost [cm] − 5 × wiek + 5
  • kobiety: 10 × masa [kg] + 6,25 × wzrost [cm] − 5 × wiek − 161

W tej samej pracy starsze równanie Harrisa-Benedicta zawyżało zmierzony wydatek średnio o 5% [1]. Przegląd systematyczny porównujący najczęściej używane wzory uznał Mifflina-St Jeora za najbardziej wiarygodny: częściej niż inne mieścił się w 10% od wartości zmierzonej, i to zarówno u osób z otyłością, jak i bez niej [2]. Ta sama praca podkreśla jednak, że u pojedynczej osoby błąd bywa istotny, a osoby starsze i część grup etnicznych były w badaniach walidacyjnych słabo reprezentowane. Wynik jest więc dobrym punktem startu, a nie pomiarem. Twój pomiar to waga za trzy tygodnie — o tym na końcu.

Potem mnożysz przez mnożnik aktywności poza bieganiem. W kalkulatorze używamy czterech:

MnożnikKiedy go wybrać
1,2praca siedząca, mało chodzenia
1,375trochę chodzenia, 6–8 tysięcy kroków dziennie
1,55praca w ruchu albo ponad 10 tysięcy kroków
1,725praca fizyczna przez cały dzień

Jedna rzecz decyduje tu o poprawności całego rachunku: mnożnik wybierasz bez treningów. Bieganie doliczamy osobno w kroku drugim. Jeśli wybierzesz 1,55, bo „przecież biegam cztery razy w tygodniu”, a potem dodasz jeszcze koszt biegów, policzysz te same kilometry dwa razy i wyjdzie ci deficyt, którego nie ma. To najczęstszy błąd w tym rachunku i wracamy do niego na końcu.

Krok 2: ile kosztuje bieganie — netto, a nie z zegarka

Koszt biegu po płaskim liczymy równaniem metabolicznym Amerykańskiego Kolegium Medycyny Sportowej. Po skróceniu zostaje z niego reguła, którą da się liczyć w pamięci: nadwyżka nad spoczynkiem w kilokaloriach to masa ciała w kilogramach razy przebiegnięte kilometry, niezależnie od tempa. Pełne wyprowadzenie i tabelę dla ośmiu mas ciała mamy w tekście o tym, ile kalorii spala bieganie.

Dlaczego netto, a nie całkowity wydatek? Bo metabolizm spoczynkowy siedzi już w kroku pierwszym. Przy 62 kg sześć kilometrów w tempie 6:00 min/km to 372 kcal netto i 411 kcal brutto. Różnica, 39 kcal, to energia, którą wydałbyś i tak, leżąc przez te 36 minut — doliczona drugi raz zawyża deficyt o kilkanaście procent. Zegarek pokazuje zwykle jeszcze więcej, bo szacuje z tętna i dolicza rozgrzewkę oraz przestoje.

Tygodniowy koszt biegów dzielisz przez siedem i dostajesz liczbę na dobę. Trzy biegi po sześć kilometrów przy 62 kg to 1 116 kcal tygodniowo, czyli 159 kcal na dobę. Brzmi skromnie i jest skromnie — bieganie rzadko otwiera więcej niż połowę sensownego deficytu.

Pułapka: jeśli już biegasz, bieg nie jest twoim deficytem

Ten akapit jest ważniejszy, niż wygląda. Rachunek z kroku drugiego zakłada, że bieganie jest nową rzeczą w twoim tygodniu. Jeśli biegasz od roku i waga stoi, twoje obecne jedzenie już pokrywa koszt tych kilometrów — inaczej waga by spadała. Deficytem jest wtedy wyłącznie to, co zmieniasz: dodatkowe kilometry ponad dotychczasowe i cięcie po stronie kuchni.

Przykład, który pokazuje skalę pomyłki. Ola waży 58 kg, biega 30 km tygodniowo od dwóch lat i ma stabilną masę. Przed wiosennym półmaratonem wchodzi na 50 km i jednocześnie zjada o 300 kcal mniej. Jeśli wpisze do kalkulatora całe 50 km, dostanie deficyt 714 kcal na dobę i tempo 1,12% masy tygodniowo — ponad obie granice. Realnie nowych kilometrów jest dwadzieścia, więc deficyt wynosi 466 kcal i 0,73% masy tygodniowo. Arytmetyka wygląda bezpiecznie. Mimo to ten plan jest zły, i to z powodu, którego żadna z trzech granic nie wychwyci: Ola jednocześnie podnosi objętość treningu i obcina paliwo. To dokładnie ten układ, przed którym ostrzegamy w tekście o diecie biegacza — objętość i jedzenie zmienia się w różnych miesiącach, a nie w tym samym.

Krok 3: jaki deficyt, czyli trzy granice

Kiedy masz już zapotrzebowanie, deficyt to po prostu różnica między nim a tym, co jesz. Pytanie brzmi, jak duży ma być. Serwis trzyma się trzech granic i kalkulator pilnuje wszystkich.

Granica pierwsza: 0,5–1% masy ciała tygodniowo. Najlepiej udokumentowana. W badaniu z losowym przydziałem 24 sportowców wyczynowych chudło w tempie 0,7% albo 1,4% masy ciała tygodniowo, przy czterech treningach siłowych w tygodniu. Grupa wolniejsza zmniejszyła spożycie energii o 19%, szybsza o 30%. Masa ciała spadła w obu grupach podobnie, ale masa tłuszczowa zmalała o 31% w grupie wolniejszej i o 21% w szybszej, a beztłuszczowa masa ciała wzrosła o 2,1% w grupie wolniejszej i nie wzrosła w szybszej [3]. Szybciej znaczyło więc: mniej tłuszczu, mniej mięśni, więcej wyrzeczeń.

Granica druga: 700 kcal deficytu na dobę. To próg, powyżej którego nasz kalkulator ostrzega bezwarunkowo. Nie wynika z jednego badania, tylko z praktyki: przy takim deficycie najpierw siada jakość treningów, a potem regeneracja przestaje nadążać za obciążeniem.

Granica trzecia: nie jesz mniej niż podstawowa przemiana materii. Jeśli po odjęciu deficytu to, co ma zostać na talerzu, schodzi poniżej wyniku z kroku pierwszego, kalkulator odmawia prognozy. Przy większej masie i siedzącej pracy ta granica potrafi zadziałać pierwsza, co zobaczysz za chwilę w tabeli.

Która granica wiąże pierwsza, zależy od masy ciała:

Masa ciała0,5% tygodniowo1% tygodniowoGórny deficyt do planu
55 kg302605605 (granica 1% masy)
60 kg330660660 (granica 1% masy)
65 kg358715700 (700 kcal)
70 kg385770700 (700 kcal)
80 kg440880700 (700 kcal)
90 kg495990700 (700 kcal)
100 kg5501 100700 (700 kcal)

Wartości w kilokaloriach na dobę, liczone z przelicznika 7 700 kcal na kilogram. Powyżej mniej więcej 64 kg próg 700 kcal wypada wcześniej niż granica procentowa i to on obowiązuje; poniżej tej masy pierwsza wiąże się granica 1%. Górna kolumna to sufit, nie propozycja — dla większości biegających sensowny deficyt to 300–500 kcal dziennie, zgodnie z tym, co piszemy w tekście o diecie na redukcji. Po czterdziestce warto siedzieć w dolnej połowie widełek, z powodów rozpisanych przy bieganiu po czterdziestce a odchudzaniu.

Trzy osoby, trzy rachunki

Tak wygląda cały rachunek na konkretnych liczbach. Marek pojawia się dwa razy, bo jego pierwsza wersja planu nie przechodzi przez trzecią granicę.

OsobaDanePrzemiana podstawowaZ aktywnościąBieganie tygodniowoCięcie w kuchniDeficyt na dobęZostaje na talerzuTalerz ≥ przemiana?Tempo spadkuTermin do celu
Anna62 kg, 165 cm, 34 lat1 320× 1,375 = 1 8153 × 6 km = 1 116 (159/dobę)2504091 565tak0,60%11–16 tyg.
Marek (wersja 1)92 kg, 182 cm, 45 lat1 838× 1,2 = 2 2054 × 5 km = 1 840 (263/dobę)4006631 805nie — kalkulator odmówi prognozy0,65%—
Marek (wersja 2)92 kg, 182 cm, 45 lat1 838× 1,2 = 2 2054 × 5 km = 1 840 (263/dobę)3005631 905tak0,56%16–23 tyg.

Wszystkie wartości w kilokaloriach, z wyjątkiem tempa i terminu. Termin to dwie liczby, jak w kalkulatorze: pierwsza zakłada, że poza treningiem i talerzem nie zmieni się nic, druga uwzględnia kompensację energetyczną — w największej analizie tego zjawiska, obejmującej 1 754 osoby, tylko około 72% dodatkowo spalonej energii przekładało się na realnie wyższy wydatek dobowy [4]. Symulacja idzie tydzień po tygodniu na bieżącej masie, bo lżejsze ciało spala mniej na tym samym dystansie. Cele: Anna 58 kg, Marek 84 kg.

Co z tej tabeli wynika:

Anna mieści się we wszystkim. Deficyt 409 kcal to 0,60% masy tygodniowo, z czego 159 kcal robi bieganie, a 250 kcal kuchnia. Na talerzu zostaje 1 565 kcal wobec przemiany podstawowej 1 320. Cztery kilogramy zajmą jej od 11 do 16 tygodni — i to jest uczciwa odpowiedź, a nie „miesiąc do wakacji”.

Marek w pierwszej wersji chce odjąć 400 kcal w kuchni. Deficyt 663 kcal i tempo 0,65% wyglądają rozsądnie, ale przy siedzącej pracy na talerzu zostałoby mu 1 805 kcal — mniej niż jego przemiana podstawowa, 1 838 kcal. Kalkulator odmówi tu prognozy. To dobry przykład na to, że procent masy nie mówi wszystkiego: duża masa daje wysoką granicę procentową, ale siedzący tryb życia daje niskie zapotrzebowanie.

Marek w drugiej wersji tnie 300 kcal zamiast 400. Deficyt spada do 563 kcal, tempo do 0,56%, na talerzu zostaje 1 905 kcal. Osiem kilogramów zajmie od 16 do 23 tygodni. Gdyby chciał szybciej, lepszą drogą niż ostrzejsza dieta jest więcej ruchu poza treningiem — zmiana mnożnika z 1,2 na 1,375 dodaje mu około 322 kcal zapotrzebowania na dobę.

Dostępność energii — czego nie pokazuje sam deficyt

Deficyt odpowiada na pytanie, czy chudniesz. Nie odpowiada na drugie: ile energii zostaje organizmowi na wszystko poza treningiem. To pojęcie nazywa się dostępnością energii i jest punktem wyjścia stanowiska Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z 2023 roku o względnym niedoborze energii w sporcie, w skrócie REDs [5]. Liczy się ją jako energię z jedzenia pomniejszoną o koszt treningu, w przeliczeniu na kilogram beztłuszczowej masy ciała.

Najczęściej cytowana liczba z tego obszaru to 30 kcal na kilogram beztłuszczowej masy ciała na dobę. Warto wiedzieć, skąd pochodzi. W badaniu, które ją wyznaczyło, 29 regularnie miesiączkujących, nietrenujących kobiet przez pięć dni ćwiczyło pod nadzorem przy kontrolowanej diecie; zaburzenia wydzielania hormonu luteinizującego pojawiały się dopiero poniżej tego progu [6]. Stanowisko MKOl opisuje na tej podstawie orientacyjne strefy — około 45 kcal jako poziom wystarczający do utrzymania masy, 30–45 kcal jako poziom obniżony, typowy dla zamierzonej redukcji, i poniżej 30 kcal jako niską dostępność z konsekwencjami dla zdrowia — ale zaraz dodaje, że był to drogowskaz, a nie punkt diagnostyczny. Obserwacje z praktyki pokazały duże różnice między osobami, między płciami i między układami organizmu; u mężczyzn granica, przy której pojawiają się objawy, wydaje się niższa niż u kobiet, a sam pomiar dostępności energii w codziennym życiu obarczony jest dużym błędem [5].

Z tego wynikają trzy rzeczy praktyczne i świadomie nie podajemy tu wzoru do liczenia dostępności energii na sobie — tak samo jak w tekście o diecie biegacza. Liczba bez pomiaru składu ciała, dokładnego zapisu jedzenia i kosztu treningu jest bardziej zgadywaniem niż kontrolą, a jej obecność na stronie zachęca do dobijania do progu.

  • Zamierzona redukcja z definicji obniża dostępność energii. To jest w porządku, dopóki trwa ograniczony czas, deficyt mieści się w granicach z kroku trzeciego i trening nie rośnie w tym samym miesiącu.
  • Najniższa dostępność powstaje wtedy, gdy duży deficyt spotyka się z dużą i rosnącą objętością — czyli w sytuacji Oli z pierwszej części tekstu. Stanowisko MKOl zwraca przy tym uwagę, że w badaniach nad niską dostępnością energii większość zaburzeń wynikała raczej z za małego jedzenia niż z nadmiaru treningu [5]. Cięcie w kuchni jest więc tą częścią deficytu, którą trzeba pilnować najbardziej.
  • Sygnały są ważniejsze od liczb. Stanowisko wymienia wśród wskaźników między innymi zanik miesiączki, złamania przeciążeniowe, obniżoną gęstość kości, spadek formy mimo treningu, gorszy sen, obniżony nastrój, spadek libido i pogarszające się wyniki żelaza [5]. Część z nich stoi w ramce na początku tekstu. Najczęściej widoczny z nich — zanik miesiączki u biegaczki — rozpisaliśmy razem z progami wizyty w tekście o bieganiu a cyklu menstruacyjnym.

Pełny temat względnego niedoboru energii w sporcie, z rozpoznaniem i leczeniem, wykracza poza ten tekst. Tu wystarczy zapamiętać, że dobrze policzony deficyt nie gwarantuje, że nie przesadziłeś — rozstrzyga o tym to, jak reaguje ciało.

Jak poznać, że deficyt jest za duży, zanim pokaże to waga

Objawy przychodzą w dość powtarzalnej kolejności i są wcześniejsze niż cokolwiek na wadze. Pierwszy jest zawsze trening.

SygnałKiedy zwykle się pojawiaCo zrobić
spokojne tempo kosztuje więcej wysiłku niż tydzień wcześniej, znikają szybsze akcenty2.–4. tydzieńzmniejsz deficyt o około 200 kcal, trening zostaw bez zmian
ostatnie kilometry długiego biegu robią się ciężkie wcześniej niż zwykle3.–4. tydzieńwęglowodany przed i po długim biegu nie są miejscem na cięcie
płytszy sen, stale zimne dłonie, rozdrażnienie3.–6. tydzieńzmniejsz deficyt; jeśli nie mija w ciągu tygodnia–dwóch, patrz ramka na początku
drobne bóle ścięgien i kości, których wcześniej nie było3.–6. tydzieńzmniejsz deficyt i objętość; punktowy ból kości to ramka na początku
częstsze infekcje, nieregularny cykl5.–8. tydzieńto już nie jest sygnał do korekty planu, tylko do wizyty

Właściwa reakcja jest niepopularna: zmniejsz deficyt, nie dokładaj treningów. Dwieście kilokalorii mniej deficytu kosztuje kilka dni terminu i ratuje resztę planu. Kolejność objawów pokrywa się z tą, którą opisujemy przy pytaniu, ile można schudnąć w miesiąc, a podaż węglowodanów pod różne objętości treningu rozpisaliśmy w tekście o węglowodanach dla biegacza.

Biegaczka przeszła do marszu w połowie podbiegu osiedlową uliczką o zmierzchu, dłonie na biodrach, wzrok skierowany w asfalt, zapalające się latarnie
Pierwszy objaw za dużego deficytu to jednostka, której nie da się dokończyć w tempie z zeszłego tygodnia. Pojawia się zwykle kilka tygodni wcześniej niż zastój na wadze.

Jak sprawdzić, czy rachunek zgadza się z rzeczywistością

Wzór z kroku pierwszego może mylić się o kilka procent w każdą stronę, mnożnik aktywności jest wyborem z czterech szufladek, a kompensacja różni się między ludźmi. Dlatego po trzech tygodniach rachunek weryfikuje się pomiarem:

  1. Waż się rano, po toalecie, przed śniadaniem, i licz średnią z siedmiu dni, nie pojedynczy odczyt.
  2. Porównaj średnią z pierwszego i trzeciego tygodnia. Pierwszy tydzień zawyża wynik, bo schodzi woda związana z glikogenem — dlatego patrzysz na trend, nie na start.
  3. Jeśli spadek mieści się w 0,5–1% masy tygodniowo, nic nie zmieniasz. Jeśli jest szybszy — zwiększasz jedzenie. Jeśli średnia stoi przez trzy tygodnie, najpierw sprawdzasz jedzenie, a nie dokładasz kilometrów; protokół jest w tekście biegam i nie chudnę.

Szczegóły tego, dlaczego pierwszy kilogram kosztuje mniej niż dziesiąty i skąd różnica między prognozą a wagą, są w tekście o tym, ile trzeba biegać, żeby zrzucić 1 kg. Co zrobić po zakończeniu redukcji, żeby masa nie wróciła, rozpisaliśmy przy efekcie jo-jo.

Policz swój plan w kalkulatorze — dostaniesz deficyt, tempo w procentach masy i termin w widełkach, a przy przekroczeniu którejś z granic ostrzeżenie w wyniku, nie w drobnym druku:

Marzec, 1 200 kcal i plan na dwanaście tygodni

Znajoma, 64 kilogramy, postanawia zejść do sześćdziesięciu do czerwca. Aplikacja podpowiada 1 200 kcal dziennie, więc tyle ustawia. Biega cztery razy w tygodniu po osiem kilometrów, pracuje przy biurku. Pierwsze dwa tygodnie wyglądają świetnie: minus dwa kilogramy, spodnie luźniejsze.

W trzecim tygodniu spokojna ósemka kończy się na szóstym kilometrze marszem. W czwartym przestaje spać do rana. W piątym boli ją piszczel, w jednym, konkretnym miejscu, i tu robi to, co trzeba — idzie do lekarza, zamiast rozbiegać.

Przelicz to jej danymi: 34 lata, 168 cm, mnożnik 1,2. Przemiana podstawowa wychodzi 1 359 kcal, z aktywnością 1 631 kcal, bieganie dokłada 293 kcal na dobę. Przy 1 200 kcal na talerzu deficyt wynosi 723 kcal dziennie, czyli 1,03% masy tygodniowo — ponad 700 i ponad 1%. A sam talerz schodzi poniżej przemiany podstawowej. Plan łamał wszystkie trzy granice od pierwszego dnia, a pokazały to dopiero nogi.

Wersja, która by zadziałała: około 1 500 kcal dziennie, deficyt 423 kcal i tempo 0,60% masy tygodniowo, cztery kilogramy w 11–15 tygodni, czyli realnie bliżej górnej liczby niż dwunastu, które sobie założyła. Lipiec zamiast czerwca — i bez przerwy na leczenie.

Najczęstszy błąd: bieganie policzone dwa razy

Nie chodzi o źle dodane liczby, tylko o to, że te same kilometry wchodzą do rachunku kilka razy. Są trzy typowe wersje tego błędu:

  1. Mnożnik aktywności z treningiem plus osobno bieg. Wybierasz 1,55, bo „jestem aktywny”, i dodajesz jeszcze koszt biegów. Zapotrzebowanie wychodzi zawyżone o kilkaset kilokalorii, deficyt na papierze jest większy niż realny, a waga stoi.
  2. Liczba z zegarka zamiast netto. Zegarek podaje wydatek całkowity, szacowany z tętna, razem z rozgrzewką i przestojami. Do bilansu wchodzi tylko nadwyżka nad spoczynkiem — masa razy kilometry.
  3. Bieg, który już był, liczony jako nowy deficyt. Jeśli biegasz od dawna przy stabilnej masie, twoje jedzenie już ten bieg pokrywa. Nowym deficytem jest tylko zmiana.

Wszystkie trzy wersje mają ten sam skutek: rachunek obiecuje więcej, niż daje, a po trzech tygodniach bez efektu pojawia się pomysł, żeby ciąć jeszcze mocniej. I to jest moment, w którym deficyt, który na papierze był rozsądny, zaczyna przekraczać granice w rzeczywistości — tyle że w drugą stronę niż w arkuszu. Resztę tekstów o redukcji zebraliśmy w dziale o odchudzaniu przez bieganie.

Źródła

  1. Mifflin M.D., St Jeor S.T., Hill L.A., Scott B.J., Daugherty S.A., Koh Y.O., A new predictive equation for resting energy expenditure in healthy individuals, The American Journal of Clinical Nutrition, 1990, 51(2), 241–247 — doi.org/10.1093/ajcn/51.2.241
  2. Frankenfield D., Roth-Yousey L., Compher C., Comparison of predictive equations for resting metabolic rate in healthy nonobese and obese adults: a systematic review, Journal of the American Dietetic Association, 2005, 105(5), 775–789 — doi.org/10.1016/j.jada.2005.02.005
  3. Garthe I., Raastad T., Refsnes P.E., Koivisto A., Sundgot-Borgen J., Effect of two different weight-loss rates on body composition and strength and power-related performance in elite athletes, International Journal of Sport Nutrition and Exercise Metabolism, 2011, 21(2), 97–104 — doi.org/10.1123/ijsnem.21.2.97
  4. Careau V., Halsey L.G., Pontzer H. i wsp., Energy compensation and adiposity in humans, Current Biology, 2021, 31(20), 4659–4666 — doi.org/10.1016/j.cub.2021.08.016
  5. Mountjoy M., Ackerman K.E., Bailey D.M. i wsp., 2023 International Olympic Committee's (IOC) consensus statement on Relative Energy Deficiency in Sport (REDs), British Journal of Sports Medicine, 2023, 57(17), 1073–1098 — doi.org/10.1136/bjsports-2023-106994
  6. Loucks A.B., Thuma J.R., Luteinizing hormone pulsatility is disrupted at a threshold of energy availability in regularly menstruating women, The Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism, 2003, 88(1), 297–311 — doi.org/10.1210/jc.2002-020369

Lista źródeł sprawdzona 2026-09-28 w Europe PMC i Crossref; stanowisko MKOl odczytane w pełnym tekście.

Najczęstsze pytania

Jak obliczyć deficyt kaloryczny przy bieganiu?

W trzech krokach. Najpierw podstawowa przemiana materii ze wzoru Mifflina-St Jeora (u mężczyzn 10 × masa + 6,25 × wzrost − 5 × wiek + 5, u kobiet to samo minus 161 zamiast plus 5) razy mnożnik aktywności wybrany bez treningów. Potem koszt biegania liczony netto: masa ciała w kilogramach razy tygodniowe kilometry, podzielone przez siedem. Deficyt to suma tych dwóch liczb minus to, co jesz. Jeśli biegasz od dawna przy stabilnej masie, deficytem jest tylko to, co zmieniasz — nowe kilometry i cięcie w kuchni.

Jaki deficyt kaloryczny jest bezpieczny przy bieganiu?

Taki, który daje spadek 0,5–1% masy ciała tygodniowo, nie przekracza 700 kcal na dobę i nie sprowadza jedzenia poniżej podstawowej przemiany materii. Dla większości biegających oznacza to 300–500 kcal dziennie. W badaniu na sportowcach redukcja w tempie 0,7% masy tygodniowo zabrała więcej tłuszczu i pozwoliła zbudować masę beztłuszczową, a tempo 1,4% dało mniej tłuszczu i zero przyrostu mięśni.

Czy liczyć kalorie spalone przez zegarek?

Nie jako liczbę do bilansu. Zegarek podaje wydatek całkowity szacowany z tętna, razem z metabolizmem spoczynkowym, rozgrzewką i przestojami. Do deficytu wchodzi tylko nadwyżka nad spoczynkiem, którą liczy się jako masa ciała razy kilometry — przy 62 kg sześć kilometrów to około 372 kcal netto wobec 411 brutto. Zegarek przydaje się do porównywania treningów między sobą, a nie do dzienniczka jedzenia.

Co to jest dostępność energii i czy muszę ją liczyć?

To energia z jedzenia pomniejszona o koszt treningu, w przeliczeniu na kilogram beztłuszczowej masy ciała — czyli to, co zostaje organizmowi na wszystko poza wysiłkiem. Często cytowany próg 30 kcal na kilogram pochodzi z krótkich badań na nietrenujących kobietach i według stanowiska Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z 2023 roku nie jest punktem diagnostycznym. Nie musisz jej liczyć — ważniejsze są sygnały: spadek formy mimo treningu, zanik miesiączki, złamania przeciążeniowe, gorszy sen, spadek libido. Przy nich idzie się do lekarza, a nie do kalkulatora.

Czy można zwiększyć kilometraż i jednocześnie być na deficycie?

Lepiej nie w tym samym miesiącu. Najniższa dostępność energii powstaje wtedy, gdy rosnąca objętość treningu spotyka się z cięciem jedzenia, a w badaniach nad niedoborem energii większość zaburzeń wynikała raczej z za małego jedzenia niż z nadmiaru treningu. Kolejność, która działa: najpierw ustabilizuj trening na nowym poziomie, a deficyt dołóż dopiero w kolejnym miesiącu, gdy nowy kilometraż przestanie być nowością.